Czy jesteśmy sami we Wszechświecie? Równanie Drake’a vs. inna metoda

Esej ten jest krótszą wersją artykułu, który jakiś czas temu zamieściłem na stronie, zatytułowanego: „Czy jesteśmy sami we Wszechświecie. Krytycznie o Równaniu Drake’a oraz inna metoda”. Ponieważ wspomniany artykuł jest długi, a jego sedno jest krótkie, postanowiłem tutaj przedstawić to, co było w nim najważniejsze, czyli metodę szacunku występowania obcych cywilizacji inną (i prowadzącą do diametralnie odmiennych wniosków) niż Równanie Drake’a, bez omawiania pobocznych wątków. Ludzi zainteresowanych dłuższym uzasadnieniem i ewolucyjnymi wywodami, a także omówieniem popkulturowego znaczenia Równania Drake’a, zapraszam do zapoznania się z podlinkowanym tytułem.

Problematykę tego, czy jesteśmy jedyną zaawansowaną cywilizacją we Wszechświecie, pozornie zdają się rozwiązywać dwie kwestie: wielkość Wszechświata oraz wspomniane Równanie Drake’a. Równanie to nawet w pesymistycznych scenariuszach każe nam sądzić, że Wszechświat jest wypełniony cywilizacjami w takim stopniu, że nawet przy naszej obecnej technologii i ograniczeniach prędkości światła powinniśmy już wiele z nich dostrzec. O czym zaś mówi nam wielkość kosmosu? Szacunkowa ilość planet w widzialnym Wszechświecie sprzyjających narodzinom życia i jego ewolucji ku złożonym formom mieści się gdzieś w okolicach 10 trylionów-10 tryliardów. Szukamy w tym wypadku nie planet zdolnych narodzić i utrzymać życie po prostu, bo takich jest wielokrotnie więcej, lecz o takim środowisku, że zdolne są one poprowadzić bardzo złożony proces ewolucyjny organizmów w dużej skali, wytworzyć inteligencję co najmniej na poziomie człowieka oraz wytworzyć naukową cywilizację. W takim przypadku jedyne znane nam obiekty w kosmosie dysponujące takimi możliwościami (i żadne inne, które znamy), to tak zwane planety typu ziemskiego. Przyjmijmy średnią ilość takich planet jako 1 tryliard, co daje liczbę o wielkości 1 i 21 zer.

Jest to liczba, która dobrze oddaje potoczne określenie kwantyfikacji jako „astronomiczną”. Całkowicie nieintuicyjna, nie do wyobrażenia i nie do ogarnięcia umysłem. Jest to więcej niż szacunkowa liczba ziaren piasku na całej Ziemi. Nasuwa się łatwy wniosek – inteligencji w kosmosie musi być ogromna ilość, a nawet jeśliby taka ewolucja była szczególnie unikatowym przypadkiem, to i tak musi być ich bardzo dużo. Co byśmy nie robili, przy takiej liczbie planet MUSI wychodzić ich wiele.

Czy jednak ten wniosek nie jest nazbyt prosty? I czy wyniki Równania Drake’a w jakikolwiek sposób zgadzają się z tym, co obserwujemy? Jak pisałem w podlinkowanym artykule, myślimy o rzeczywistości według powziętego paradygmatu, a stąd w danym paradygmacie, przez jego logikę i spójność, wydaje nam się, że jest to jedyna właściwa metoda myślenia o danym zagadnieniu. W tym temacie w naszej kulturze paradygmatem takim jest Równianie Drake’a, a co za tym idzie – jego sugestia istnienia ogromu obcych cywilizacji. Równanie to bywało już jednak poddawane krytyce, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest w ogóle źle postawionym problemem (czego pokłosiem jest też jego kompletna niezgodność z obserwacjami i stąd Paradoks Fermiego), a metoda, którą przedstawię poniżej, trochę ostudzi emocje związane z tematem. Okazuje się bowiem, że bardzo łatwo jest wykazać, że wielkość Wszechświata może być mimo wszystko o wiele za mała dla zrodzenia innej niż my cywilizacji, a nawet może pojawić się znacznie bardziej niezwykły wniosek – że do narodzin jeszcze jednej cywilizacji musielibyśmy potrzebować nawet stu albo i milionów takich Wszechświatów więcej. Znów, jak to w kosmosie, „astronomicznie” niezwykłe.

Mimo tego, że bardzo pragniemy nie być sami, a wielu pasjonatów astronomii uznaje a priori, że obce cywilizacje istnieją, że MUSZĄ istnieć, odrzucając z góry wszelkie inne myślenie i argumenty, tak oczywiście nie jest – obcy wcale NIE MUSZĄ istnieć. A już na pewno nie z tego powodu, że my bardzo byśmy tego chcieli. Wystarczyłoby tylko, aby samo powstanie życia było przypadkiem skrajnie niezwykłym, aby szanse na istnienie jakiejś cywilizacji były znikome, nawet mimo wielkości Wszechświata. Swoją drogą – w kwestii tego, jak paradygmaty sterują naszym myśleniem, łatwo jest też pokazać, jak sterują nim metafory. Bardzo łatwo jest bowiem obalić wrażenie, jakie robi obrazowanie w postaci „ilości większej niż ziarenek piasku na Ziemi”. Nie ma lub niemal nie występują dwa takie same płatki śniegu.

O tym, jak język i metafory wpływają na nasze myślenie, zobacz tutaj.

Wstęp do metody

Operowanie na ogromnych liczbach w Równaniu Drake’a daje nam zerowe możliwości oszacowania czegoś w styczności z rzeczywistością oraz nie pozwala zastosować żadnych intuicji. Wyrażenia typu „jeśli jedna na milion planet przekracza dany problem” tak naprawdę nie pozwalają stosować kalkulacji i wytrącają nam z rąk każde narzędzie, jakim byśmy się posłużyli, bowiem przy danym problemie nie możemy mieć pojęcia, czy interesujący nas proces (np. powstanie życia, albo powstanie komórki eukariotycznej, czy wytworzenie inteligencji) będzie zachodził na co dziesiątej planecie, co tysięcznej, czy co milionowej, a swobodne przeskoki o takie rzędy wielkości produkują szacunkowy nonsens. Może wydarzy się to na co 2458, a może co 49637829. Pojawia się tutaj interpretacyjna dowolność o wszelakiej skali. Dodatkowo w Równaniu Drake’a nieraz pod jednym członem kryje się cały szereg problemów, które mogą mieć zupełnie odmienną charakterystykę, a taki stopień ogólności sprawia, że wnioski mogą być jakiekolwiek i nie pozwalają zanalizować żadnych skonkretyzowanych problemów ani określić ich rzeczywistej ilości. Dodatkowo – w ten sposób można też czynić dowolność założeń. Jedna osoba może się zgodzić na to, żeby uznać dany problem jako pozwalający się przekraczać planecie jednej na milion, a ktoś inny może być zupełnie przeciwnym i uznać, że zachodzi to już na co setnej planecie, albo co dwunastej. Nawet dysponując tylko szacunkowymi danymi, kalkulacja oparta na ostrożnie przeprowadzonym rozumowaniu wcale nie musi być bezużyteczna, tymczasem taki rozstrzał założeń i interpretacji w Równaniu Drake’a czyni je tylko formą pewnej zabawy, nie mającej wartości poznawczej.

Równanie Drake’a zawiera człony, co do których możemy mieć uwagi nie tylko ze względu na kryjące się pod nimi niewiadome, ale także ze względu na samą zasadność takiego ich skonstruowania. Nawet gdybyśmy mieli dość dużo danych do podstawienia, niektóre człony są zbyt ogólne na to, aby mogły służyć jako użyteczny wzór. Dla przykładu nawet jeśli mielibyśmy liczbowo określone niektóre aspekty problemów ewolucyjnych na Ziemi, to człon fi w równaniu jest tak skonstruowany, że i tak wymuszałby posługiwanie się głównie niewiadomymi.

Oczywiście mając za wszelkie dane do analiz jedynie przykład życia ziemskiego, bez możliwości porównania z jakimś innym przypadkiem, każda metoda będzie szacunkiem o charakterze przypuszczeń. Jednak skupiając się z osobna na każdym postawionym problemie, możemy go zanalizować pełniej, zmniejszając tym ogólność, a co za tym idzie, bazować bardziej na rzeczywistych znanych nam problemach, niż produkować luźne myśli.

Aby zatem móc prowadzić rozważania możliwie najbardziej osadzone na tym, co znamy z historii życia na Ziemi, musimy opracować metodę, która będzie pozwalała brać pod uwagę każdy znany nam problem ewolucyjny i rozpatrywać go z osobna. Zsumowanie ich bez rzucania wyrażeń o planetach jednej na milion, lecz w oparciu o niskie liczby, pozwoli nam realniej przypatrzyć się problemowi, a przynajmniej wiarygodniej ocenić potencjał występowania we Wszechświecie cywilizacji.

Metoda, czyli konkrety

Każda planeta, która będzie miała chemiczną możliwość narodzenia życia oraz teoretycznie środowiskową możliwość poprowadzenia go ku złożonej ewolucji przez miliardy lat, będzie zmagać się z całym szeregiem bardzo trudnych problemów, które będzie musiała pokonać, aby dotrzeć do punktu, jakim jest naukowa cywilizacja (cywilizacja na poziomie co najmniej używania elektroniki, bo taka nas interesuje w problemie obcej cywilizacji w kosmosie). Wbrew temu, co uważają niektóry fani astronomii, we Wszechświecie nie będą występować pod tym względem zjawiska ekstremalnie odmienne od tego, co znamy z Ziemi, ponieważ zjawiska pozwalające wytworzyć życie mają stosunkowo wąski zakres chemiczny, i tak jego powstanie w kosmosie, jak i na Ziemi, wynika z praw i zależności, które są dziś dla nas możliwe do określenia. Złożona zaś ewolucja również funkcjonuje w ramach określonych przez czynniki ekologiczne danych środowisk i fizyczne, a te pozwalają postawić ramy możliwościom oraz określić stopień komplikacji danych procesów. Na innych planetach mogą i zapewne będą pewne rzeczy działy się inaczej, wytworzone przez inne drogi i dające w efekcie odmienne rezultaty, nie możemy np. wydedukować, jak będą wyglądać inteligentne rasy, jaki będą miały typ budowy ciała czy kulturę itd., ale wszystko to będzie się dziać w ramach określonych przez pojmowalne prawa. W przypadku zaś Ziemi mamy dużo danych z chemii, biochemii czy historii życia, które pozwalają nam analizować problemowość danych momentów ewolucyjnych i ocenić, że na innych planetach będą one niewątpliwie również analogicznymi problemami, które obce życie będzie musiało przekraczać po kolei. Nie wiemy, czy dany problem będzie na innej planecie bardzo skomplikowany, czy niezbyt nietrudny, jednak niewątpliwie będzie figurował on jako kłopot do pokonania na drodze biosfery planety ku cywilizacji, więc część z planet tych problemów nie pokona.

Wymienię tutaj dla przykładu kilka z nich (w podlinkowanym dłuższym artykule wymieniam ich ponad 20). Będą to: narodziny życia; przejście do komórki dostatecznie złożonej, aby wykreować większą zmienność ewolucyjną (typu eukariotycznej); nie wyginięcie życia w pomniejszych katastrofach; przejście od mikroorganizmów do skali makro; brak globalnej trwałej katastrofy uniemożliwiającej dalsze istnienie życia (jak to się stało w przypadku Wenus i Marsa); wytworzenie układu nerwowego niezbędnego do uprawiania aktywnego ruchu oraz tworzenia procesu inteligencji; wytworzenie mózgu (w chemicznej rzeczywistości inteligencja nie może działać na niczym innym jak narząd analogiczny do scentralizowanego układu nerwowego); wytworzenie inteligencji na poziomie zwierząt wyższych; od zwierząt wytworzenie inteligencji na poziomie ludzkim (w skali naszej planety mało zrozumiały fenomen tylko jednego gatunku); nie wymarcie tego gatunku przed zainicjowaniem cywilizacji (linia człowieka była bliska wyginięcia); posiadanie przez tak inteligentne zwierzę budowy ciała pozwalającej na tworzenie techniki (przykład odwrotny – delfin, słoń, czy nawet pies); powstanie kultury odpowiedniej do inicjowania rozwoju kontemplacyjnego i zawziętego badania rzeczywistości, czyli odpowiednia psychologia i behawior; wymyślenie metody naukowej (jest to bardzo skomplikowany proces filozoficzny o charakterze pewnego „trafu”. Filozofowanie prowadzi z reguły do innych rezultatów, nawet przeciwnych). Już tutaj mamy 13 niewątpliwie znacznej wagi problemów, co do których można założyć, że nie podoła im każda planeta, a to dopiero początek takiej listy. (Szersze omówienie problemów związanych z wytworzeniem cywilizacji z biologii zobacz w innych moich artykułach: Ewolucja inteligencji, Od inteligencji do cywilizacji, Od człowieka do cywilizacji).

Wynalezienie metody naukowej jest bardzo skomplikowanym procesem filozoficznym. Jedynie z perspektywy współczesności taka metoda poznawcza wydaje się oczywista, zanim jednak do tej idei się dojdzie, sposobów spojrzenia na rzeczywistość jest taka mnogość, że upłynęły tysiąclecia traktatów filozoficznych, zanim poznano metodą pozwalającą tworzyć zaawansowane poznanie. Proces ten w dodatku nie jest liniowy i powstawał wraz z wielokrotnym dokonywaniem kroków w tył, bez obietnicy sukcesu, mimo że działo się to w kulturze wyjątkowo silnie nastawionej na analityczne filozofowanie. Inne kultury ludzkie, nawet filozoficzne, ze względu na inne sposoby postrzegania rzeczywistości, nie były na drodze do takiego rezultatu. Nie jest wykluczone, że nawet tysiąc innych planet, gdzie powstaną jakieś wstępne formy cywilizacyjne, nie przejdzie do statusu technologicznej (elektronicznej) cywilizacji ze względu na brak odkrycia metody naukowej. Natomiast jej odkrycie to także tylko część procesu, bowiem nie gwarantuje ono obrania drogi do boomu technologicznego. Metodę tę należy jeszcze skutecznie wykorzystać poprzez odpowiednią kulturę i politykę.

Odwrotnie niż w Równaniu Drake’a, nie zakładamy, że poszczególny problem przejdzie jedna planeta na milion czy tysiąc. Zakładamy jako średnią bardzo umiarkowaną i wiarygodną liczbę 10. Każdego kolejnego problemu zatem nie przechodzi średnio 9 planet, które dotrą do danego punktu ewolucji, przechodzi zaś 1. W sytuacji, gdy nie wiemy, ile planet przekroczy dany punkt, zakładanie niskiej średniej czyni takie wyliczenia znacznie bardziej opartymi na konkretnych danych i wiarygodniejszymi niż w przypadku Równania Drake’a, bazującym na zupełnie nieszacunkowych milionach. Oczywiście dany problem może przebyć planeta 1 na 2, 1 na 5, a nawet każda, ale niewątpliwie znajdują się tutaj także problemy tak dużego kalibru, co do których możemy śmiało zakładać, że nie przebędzie ich bardzo dużo planet, jedna na sto, jedna na tysiąc itd. Ta właściwość prowadzi nas ku średniej 1 na 10 jako umiarkowanej.

Ważną właściwością metody jest to, że wymienione są problemy, które są ze sobą powiązane, tworząc pewien łańcuch. W związku z tym są one przekraczalne każde po kolei, zatem każda planeta podąża od jednego problemu do drugiego i nie może żadnego pominąć. Życie musi najpierw się narodzić, potem musi przejść do bardziej złożonej komórki, potem musi przejść od jednej komórki do wielokomórkowości, prawdopodobnie do płciowości ze względu na konieczny stopień zmienności genetycznej, potem do form złożonych, potem wytwarzać układ nerwowy, potem inteligencję, najpierw na poziomie zwierząt, potem na poziomie ludzkim, stąd przechodzi do dalszych problemów związanych z inicjowaniem cywilizacji itd. Kierunek ten może odbywać się tylko w jedną stronę, późniejsze problemy mogą pojawiać się dopiero po przejściu wcześniejszych itd., nie można też jakichś problemów nie przebyć, aby dotrzeć do następnej pozycji. Inaczej mówiąc, na bazie tego, co wiemy o chemii, ewolucji życia i innych naukach dotyczących tematu, szukamy problemów uniwersalistycznych, wytwarzających na drodze ewolucyjnej planety pewną problemową drabinę z kolejnymi szczeblami, nie zaś problemów nietypowych, które dla danych planet mogą być specyficzne. Na żadnej planecie nie możemy więc żadnego punktu odrzucić jako nieistotnego. Oznacza to, że przy tak postawionej średniej, jeśli pierwszy problem przekracza 1 planeta na 10, to drugi problem pojawia się dopiero dla co dziesiątej planety z poprzedniego przesiewu, a ten znów przekracza planeta 1 na 10. W takim wypadku z pierwotnej liczby planet drugi problem przekracza już więc planeta 1 na 100, trzeci problem planeta 1 na 1000 i tak dalej.

W zaprezentowanej metodzie ze zbioru stu planet pierwszy problem przechodzi co dziesiąta z nich, czyli łącznie 10 planet. Drugi problem przechodzi znów co dziesiąta, w efekcie czego po jego przekroczeniu pozostaje 1 planeta. Jak taki wynik będzie wyglądał dla zbioru 1 tryliarda planet, czyli zbioru oferowanego przez cały widzialny Wszechświat? Ile musi pojawić się tak zdefiniowanych problemów ewolucyjnych, aby zniweczyć szansę na pojawienie się innej niż ziemska cywilizacji? Ani nie tysiące, ani nie setki. Wynik jest bardzo nieintuicyjny i zaskakujący.

Wyniki

W metodzie przedstawionej powyżej gdyby we Wszechświecie istniało tylko 1000 planet typu ziemskiego, to trzy tak zdefiniowane problemy ewolucyjne sprawiłyby, że statystycznie istniałaby szansa na jedną cywilizację w kosmosie. Ile potrzebowalibyśmy takich problemów, aby powstała tylko jedna cywilizacja w całym obserwowalnym Wszechświecie, przy ilości realnie istniejących planet? Przy szacunku, że planet typu ziemskiego jest 1 tryliard, potrzebowalibyśmy takich problemów… tylko 21. Bowiem w rachunku tym otrzymujemy prostą zależność. Każdy kolejny problem ewolucyjny oznacza dodanie do liczby potrzebnych planet jednego zera. 1 problem przekracza co 10 planeta (1 i 1 zero), 2 problemy co 100 (1 i 2 zera), 3 co 1000 (1 i 3 zera), 6 co 1000000 (1 i 6 zer) itd. Tryliard to 1 i 21 zer. Zatem już tylko 21 takich problemów, które kolejno przekracza średnio co 10 planeta, sprawia, że na cały Wszechświat statystycznie jest szansa na jedną tylko cywilizację.

Otrzymujemy tutaj efekt podobny do tego, jaki daje dublowanie danej wartości na kolejnych polach szachownicy. Początek procesu jest skromny, ale na końcu uzyskujemy zupełnie nieintuicyjne wartości. Tak. Wystarczy tylko 21 tak zdefiniowanych problemów, a to jest mało w kwestii ewolucji od martwego globu do cywilizacji naukowej, aby zniwelować oszałamiającą wielkość Wszechświata do przypadku jednej tylko cywilizacji. Jest to kompletnie odmienny wynik od tego, co uzyskujemy w Równaniu Drake’a.

Jednak jest jeszcze dalsza tego konsekwencja. Jeśli 1 tryliard planet zostaje „wyzerowane” 21. problemami, a dodawanie kolejnych problemów mnoży razy dziesięć każdą uprzednią wartość, to co z tego wynika dalej? Jeśli na drodze takiej ewolucji występuje nie 21 problemów, lecz 22, oznacza to, że do zaistnienia statystycznie jednej tylko takiej cywilizacji potrzebowalibyśmy już dziesięć razy więcej ziemio-podobnych planet niż w całym Wszechświecie. Czyli dziesięciu takich Wszechświatów jak nasz. Jeśli takie problemy byłyby w liczbie 23, potrzebowalibyśmy już stu takich Wszechświatów. Jeśli ich liczba wynosiłaby 24, to już tysiąca Wszechświatów. Przy 30 takich problemach potrzebny by był miliard Wszechświatów! Staje się to już swego rodzaju astronomią astronomii, jeśli chodzi o rezultaty liczbowe, a mówimy tylko o 30 co trudniejszych ewolucyjnie problemach, dających się pokonać już 1 planecie na 10.

Jest także bardziej optymistyczna konsekwencja zaprezentowanej metody. Wróćmy znów do punktu „wyzerowania”, czyli 21 problemów przy istnieniu 1 tryliarda planet. Odejmowanie kolejnych problemów prowadzi analogicznym przyrostem do statystycznego wzrostu ilości obcych cywilizacji. 20 takich problemów zamiast 21 czyniłoby statystycznie istnienie 10 cywilizacji w widzialnym kosmosie. 19 takich problemów dawałoby 100 cywilizacji. 15 problemów dałoby milion cywilizacji, 12 – miliard. I tak dalej. Jednakże należy dodać, że raczej nie mamy co liczyć, aby proces o tak porażającej złożoności jak przejście od martwej planety do naukowej cywilizacji miał prowadzić tylko przez tak małą liczbę problemów.

Zakończenie

Jak pisałem w podlinkowanej dłuższej wersji tego artykułu, zaprezentowana metoda jest mojego własnego autorstwa, a jej wyniki były dla mnie zaskakujące. Pokazuje ona, jak bardzo może zmienić się nasze myślenie o danej sprawie, jeśli spojrzymy na nią z innego paradygmatu, a także jak w rzeczywistości niedużą wartość naukową ma bezustannie powtarzany argument z wielkości Wszechświata, często w natarczywej formie mówiącej, że „jeśli jesteś sceptyczny co do istnienia innych cywilizacji, to musisz nie rozumieć jak wielki jest Wszechświat”. Jest chyba oczywiste, że o tym, jak wielki jest Wszechświat, wie każdy, kto zajmuje się astronomią. Jednak rzadkość życia i stopień komplikacji ewolucyjnej mogą łącznie mieć jeszcze większe wartości. A nawet, jak wynika z przedstawionej metody, prawdopodobnie są, bo nietrudno jest wskazać nieco ponad 20 takich problemów, który przekroczy dopiero co 10 planeta.

Paradygmat Równania Drake’a, mimo tego, jak uproszczonym jest on myśleniem, jest naszym głównym sposobem podejścia do tematu obcych cywilizacji, narzucającym przez to wyjątkowo optymistyczne wnioski, nawet na przekór badanej rzeczywistości. Warto przypomnieć, że tak zwany Paradoks Fermiego powstał właśnie w wyniku niezgodności przewidywań Równania Drake’a z rzeczywistością, co powinno już na tym etapie budzić naszą wątpliwość (i należy dodać, że niezgodność ta nie wynika z często powtarzanego argumentu ograniczeń naszej technologii oraz ograniczeń prędkości światła). Z drugiej strony, czy w pytaniu o obce inteligencje najczęściej chodzi nam o rzeczywistość i naukę, czy jedynie o zaspokojenie naszych potrzeb psychologicznych? Czy interesuje nas, czy taki fenomen jak na Ziemi jeszcze gdzieś realnie istnieje, czy to ma być tak, że MA on istnieć, bo tego potrzebujemy, niezależnie od argumentów przeciwnych? Na ile tak naprawdę w społeczeństwie miłośników astronomii mamy do czynienia z próbą naukowego zrozumienia czy i w jaki sposób obcy mogą realnie istnieć, mając na uwadze analizę chemii życia i komplikacji ewolucyjnej oraz kulturowej drogi, jaka doprowadziła do ludzkiej cywilizacji, a na ile po prostu z wiarą o charakterystyce nieco parareligijnej? O tym będzie mój inny artykuł.

Jak w każdej metodzie, która zmuszona jest posługiwać się ograniczonymi przez brak ostatecznej weryfikacji analizami, nie możemy otrzymać wyników, które dałyby nam ostateczną odpowiedź. Możliwe jest jedynie tworzenie scenariuszy. Inne cywilizacje mogą nie istnieć, na pewno NIE MUSZĄ istnieć, ale też… mogą istnieć. Jeśli jest ich bardzo mało, to przez odległości przestrzenne i czasowe pewnie nigdy żadnej nie zarejestrujemy. Ale nie wiemy jaka jest liczba problemów takich, że nie przekroczy ich dana liczba planet. Dodatkowo statystyka wskazuje prawdopodobieństwa, a prawdopodobieństwo nie jest deterministyczne. Rzucając monetą tysiąc razy nie musi ci koniecznie wyjść 500 razy reszka i 500 razy orzeł, nawet jeśli to jest najbardziej prawdopodobne. Może zdarzyć się dziwne, mało prawdopodobne odchylenie, i wyrzucisz 700 razy orła i 300 razy reszkę. Jeśli ilość tak zdefiniowanych jak w tym artykule problemów wynosi dajmy na to 25, to nie powinna istnieć żadna cywilizacja w kosmosie, podczas gdy my istniejemy. Prawdopodobnie więc jesteśmy pod tym względem znacznym odchyleniem od statystyki, kosmicznym fenomenem, tudzież jak kto woli wybrykiem, a w takim wypadku liczenie na to, że jeszcze istnieje jakaś inna cywilizacja, staje się niepoprawnym optymizmem. Ale nie jest absolutnie niemożliwe, że gdzieś indziej nie wystąpiło drugie takie odchylenie albo i trzecie, albo że coś błędnie zdefiniowaliśmy. Ważne jednak, aby nie patrzeć na to zagadnienie tylko przez jeden paradygmat, co do którego mamy nawet dowód w postaci obserwacyjnej, że tworzy daleko bardziej optymistyczne scenariusze od tego, co prezentuje kosmiczna rzeczywistość. Obecna metoda, jak żadna, którą możemy się posłużyć, nie daje odpowiedzi. Jednak jest w znacznie większym stopniu osadzona na dających się analizować realiach i wykazuje odmienne zależności niż to, jak ujęliśmy temat w Równaniu Drake’a. Odwrotnie niż w tym ostatnim, tutaj przypuszczenia, bo ostatecznie należy to nazwać przypuszczeniami, dają mocno pesymistyczne wyniki. Wszechświat jest wielki, ale może to ostatecznie wcale nie tak wiele znaczyć, jak się wydaje z pozoru.

Literatura

Ciekawy tekst z Kwantowo.pl nt. życia pozaziemskiego:
https://www.kwantowo.pl/2016/09/21/zycie-pozaziemskie-nie-musi-istniec/

https://en.wikipedia.org/wiki/Drake_equation
https://en.wikipedia.org/wiki/Drake_equation#Modifications
https://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3wnanie_Drake%E2%80%99a
https://pl.wikipedia.org/wiki/Paradoks_Fermiego
https://pl.wikipedia.org/wiki/Liczebniki_g%C5%82%C3%B3wne_pot%C4%99g_tysi%C4%85ca

A new interpretation of drake-equation
https://web.archive.org/web/20090205123935/http://astro.elte.hu/~hetesizs/Hetesi%20Zsolt%20cikkei/new%20interpretation%20fo%20drake%20eq.pdf
The Statistical Drake Equation
https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0094576510001499?via%3Dihub
The Great Silence – the Controversy Concerning Extraterrestrial Intelligent Life
https://ui.adsabs.harvard.edu/abs/1983QJRAS..24..283B
A New Equation Reveals Our Exact Odds of Finding Alien Life
https://io9.gizmodo.com/what-a-brand-new-equation-reveals-about-our-odds-of-fin-531575395

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s