Czy za miliony lat inny gatunek może stworzyć na Ziemi cywilizację?

Pytanie o odległą przyszłość Ziemi zapewne nurtuje wielu ludzi zainteresowanych astronomią, historią życia, czy zjawiskiem cywilizacji. Choć dla osoby niegustującej w takich tematykach może się to wydawać abstrakcyjne, albo po prostu fantastyczne, cóż ma mieć wspólnego z fantastyką pytanie o to, co będzie? Odległa przyszłość za miliony czy setki milionów lat wydarzy się bowiem realnie, dokładnie tak samo, jak dzisiaj się wydarza to, co 500 mln lat temu było przyszłością odległą o 500 mln lat. To, że jest to skala czasu, która nie będzie dotyczyć ani naszego życia, ani najpewniej istnienia ludzkości, nie oznacza, że z tytułu naszej chwilowości sens ma tylko skupienie się na sprawach, które bezpośrednio nas zajmują, a przyszłość ma to czynić fantastyką. Przyszłość wydarzy się naprawdę. Tego jednego możemy być pewni.

Oczywiście nie mamy możliwości zajrzeć w tak rozległe przestworza czasu. Pytanie jednak o daleką przyszłość zadają nie tylko pisarze science fiction. Zadają je pasjonaci różnych dyscyplin naukowych, a także naukowcy, i dotyczą one różnych rzeczy. Astronomowie pytają o to, co stanie się z Ziemią za miliardy lat oraz z życiem na Ziemi. Geolodzy historyczni wchodzą czasami w tematykę przyszłego kształtu kontynentów i związanych z tym potencjalnych zmian środowiska klimatycznego, przyrodniczego i geograficznego. Futurolodzy zadają sobie czasem pytanie, jak może wyglądać cywilizacja ludzka za parę tysięcy lat. Posthumaniści o to, na ile człowiek zdoła zintegrować się z technologią w odległej przyszłości. Ewolucjoniści o to, czy człowiek ostatecznie przestanie podlegać prawom ewolucji biologicznej i wyzwoli się z zależności przyrodniczych na rzecz ewolucji technologicznej. Cybernetycy o to, czy człowiek podwyższy swoją inteligencję w sztuczny sposób, integrując umysł z komputerowym interfejsem, albo jak rozwinie się Sztuczna Inteligencja. A wreszcie paleontolodzy o to, jak może potoczyć się dalsza ewolucja przyrody.

Tematy te w większości przypadku rzeczywiście wykraczają poza naukę na rzecz filozofii. Za wyjątkiem astronomii i niektórych aspektów geologii historycznej, nie możemy udzielać wiarygodnych odpowiedzi na te pytania. Jedynie w mniejszy lub większy sposób możemy wskazywać prawdopodobieństwa, choć i tu tylko czasami. Nie wskażemy np. prawdopodobieństwa co do wyglądu technologicznego i społecznego ludzkiej cywilizacji za 3 tysiące lat. Jest to nieprzewidywalne w jakimkolwiek zakresie. Futurologia ma swoją zasadność tylko wtedy, gdy może opierać swoje domniemania na teraźniejszości i dotychczasowych trendach politycznych, technologicznych i socjologicznych, co oznacza, że zakres jej inteligentnych przewidywań we współcześnie szybko zmieniającym się świecie kończy się w granicach… 20-30 lat, jeśli chodzi o rozważania ściślejsze, i stu lat, jeśli chodzi o rozważania bardziej ogólne.

Przybliżony prawdopodobny rozwój kontynentów przez najbliższe 250 mln lat.

Bez człowieka

Odpowiedź na pytanie o to, czy po zakończeniu historii człowieka ewolucja mogłaby znów stworzyć cywilizację, wymaga założenia, że w dalekiej przyszłości człowieka nie będzie. Nie umiemy określić, czy i kiedy czeka nasz gatunek ostateczny koniec, bowiem technologia umieściła nas w nowym porządku dziejów Ziemi, co do którego nie możemy wnioskować z tego, co się dotychczas wydarzyło. Na pewno skończy się cywilizacja taka, jaką znamy obecnie, ale czy skończy się ludzkość w ogóle w sytuacji, gdy technologia będzie nam pozwalać rozwiązywać coraz więcej problemów? Jeśli dzięki technologii ludzkość miałaby przetrwać ogromne skale czasu, to oczywiście po setkach tysięcy czy milionach lat nie będzie to ten gatunek, który znamy dzisiaj, ale będzie to tak czy inaczej linia wywodząca się z Homo sapiens (wraz z być może jej wariantami technologicznymi i/lub ukształtowanymi do nowych środowisk, np. środowisk kolonii marsjańskich). Wydaje się to jednak mnie prawdopodobne od przypuszczenia, że ludzkość, tak jak wszystko, ulegnie siłom czasu prędzej czy później, z takich lub innych powodów. Choć trudno jest powiedzieć, co miałoby zupełnie zakończyć istnienie człowieka – potrafimy bowiem sobie wyobrazić kryzysy, upadki cywilizacji czy drastyczne problemy, ale trudno wskazać realne moce unicestwiające ludzi co do jednego. Najprawdopodobniejszym scenariuszem kończącym naszą historię są konsekwencje cywilizacyjne, albo technologiczne, albo poprzez wpływ człowieka na biosferę i atmosferę. W tym pierwszym przypadku możemy wskazywać na zniszczenie się promieniowaniem (broń jądrowa czy inne technologie niebezpieczne radiacyjnie), niewłaściwie pokierowaną Silną Sztuczną Inteligencję, czy broń biologiczną. W przypadku wpływu człowieka na Ziemię mogą to być samonapędzające się antropogeniczne zmiany klimatu, zatrucie świata mikro-plastikiem, zniszczenie warstwy ozonowej, wypracowanie lekooporności bakterii i wirusów, czy inny sposób wytworzenia pandemii. W każdym z tych przypadków jednak realniejsza wydaje się opcja raczej redukcji ludzkiej populacji i przeformułowania cywilizacyjnego, niż jej unicestwienia. Jednak istnieje też możliwość, że nasza cywilizacja nie potrwa już długo, ponieważ tego typu konsekwencje użytkowania ludzkiej technologii mogą przyjść szybciej, niż osiągniemy technologię pozwalającą nam te konsekwencje pokonać (istnieje możliwość, że zależność taka może być „stałą kosmologiczną” dla cywilizacji w kosmosie w ogóle).

Istnieje też oczywiście egzogeniczna możliwość zagłady człowieka – duża asteroida, superwulkanizm, wyjątkowy rozbłysk słoneczny.

Z jednej strony wydaje się, że mimo wszystko ciężko wskazać wiarygodną przyczynę dla zupełnej zagłady człowieka, wszystkie wydają się niewystarczające do tego, ze względu na to, że zawsze jakaś część ludzi przetrwa, że technologia nas obroni, że hiper-bogacze się zabezpieczą dzięki nadzwyczajnym środkom itd. Z drugiej strony założenie, że człowiek ze swoją cywilizacją będzie trwać przez miliony czy setki milionów lat, także wydaje się mało prawdopodobne, mimo że teoretycznie istnieje sposób zachowania naszego bytu przez tyle czasu. Jednak pytanie, czy jakiś inny niż człowiek gatunek zwierzęcia mógłby stworzyć kiedyś na Ziemi cywilizację, traci zasadność w sytuacji, gdyby miał na niej istnieć człowiek. Wszystko więc dotyczy tego, jak ewoluowałaby przyroda w przypadku wolności od przetwarzania Ziemi przez nas.

Ile pozostało czasu i dla jakich możliwości?

Choć Ziemia będzie istnieć jeszcze ok. 5 miliardów lat, końcowe 4 miliardy nie będą oznaczały globu przyjaznego życiu, zaś ostatnie 2,5 mld lat prawdopodobnie będzie już istnieniem martwej planety, z ewentualnym zachowaniem ekstremofili tylko w nielicznych środowiskach.

Choć być może niektórym wydaje się odwrotnie, prawdopodobnie najpierw wyginą rośliny, zwierzęta zaś przetrwają nieco dłużej. Przypuszczalnie za ok. 500-600 mln lat rozpocznie się proces, w którym rosnąca jasność Słońca zacznie zakłócać cykl węglanowo-krzemianowy. Większa jasność Słońca sprawi, że zwiększy się wietrzenie skał, co będzie powodować zatrzymanie dwutlenku węgla w ziemi w postaci węglanu. Wyparowywanie wody z oceanów, które będzie trwać setki milionów lat, będzie czynić skały bardziej stwardniałymi i zmniejszy tektonikę płyt, tym samym zmniejszając wulkanizm, który jest kolejnym źródłem CO2 w atmosferze. Zmniejszenie tego związku sprawi, że z czasem przestanie być możliwa fotosynteza typu C3. Będą wymierać rośliny wykorzystujące ten typ fotosyntezy, a wykorzystują go prawie wszystkie organizmy roślinne na Ziemi, w tym lasy. Będzie to jednak proces, który będzie postępował przez paręset milionów lat od podanej przypuszczalnej daty. Zwierzęta będą mogły opracowywać nowe strategie przetrwania, przerzucając się np. na mięsożerność.

Za ok. 800 mln lat poziom CO2 przypuszczalnie spadnie w stopniu, w którym przestanie być możliwa fotosynteza typu C4. Pozostałe rośliny zaczną umierać. Wraz z wymieraniem roślin będzie następował spadek tlenu w atmosferze, bez którego nie będą mogły istnieć zwierzęta. Brak produkcji tlenu oznacza także zanik warstwy ozonowej, co zwiększy promieniowanie UV docierające do powierzchni. Niektóre zwierzęta mogą przetrwać jeszcze ok. 100 mln lat bez życia roślinnego, jednak będą to bardziej formy typu „robaków”, czy organizmy żyjące w pobliżu kominów hydrotermalnych. Będzie to już jednak czas ostatecznego zaniku złożonej ewolucji.

Za około 1 miliard lat średnia temperatura na Ziemi będzie wynosić 47 st. C (przy obecnych niecałych 15 st.). W takich warunkach będzie możliwe już tylko drobne i bardzo odporne życie. Za 1,3 miliarda lat szacuje się wyginięcie eukariontów, czyli królestwa życia, do którego należą wszystkie większe istoty żyjące. Pozostaną tylko prokarioty, do których należą archeony i bakterie. Będą mogły one jeszcze trwać przez 1-1,5 miliarda lat. Natomiast końcowy czas zagłady życia na Ziemi szacuje się na czas 2,8 miliarda lat, kiedy temperatury, ze względu aktywność Słońca, osiągną na powierzchni blisko 150 st. C, łącznie z biegunami. Być może przez jakiś czas będą mogły zachować się jakieś formy głębiej pod ziemią.

Zbliżając się do 1 mld lat od dzisiaj, warunki na większości lądów mogą przypominać te, jakie znamy z Doliny Śmierci w Kalifornii.

Złożone życie na Ziemi ma zatem jeszcze maksymalnie 1 miliard lat, aby móc istnieć, jednak nie oznacza to, że przez tyle czasu ewolucja będzie rozkwitać. Proces zmniejszania bioróżnorodności i wygaszania złożonej ewolucji rozpocznie się znacznie wcześniej, w przybliżeniu za ok. 500-600 milionów lat, ponieważ środowisko ziemskie stopniowo będzie stawało się coraz trudniejsze. Po tym czasie warunki na naszej planecie, ze względu na zmiany w ewolucji Słońca, staną się zbyt trudne i Ziemia zostanie ponownie zasiedlona tylko przez drobniejsze formy żywe, a potem już tylko przez mikroorganizmy. Oczywiście po 600 milionach lat ewolucja będzie istnieć i tworzyć nowe gatunki, jednak bioróżnorodność i złożoność będą maleć, a warunki surowieć, co rzutuje znacząco na rozwijanie inteligencji i cywilizacji. Nie mamy co liczyć na to, że za 700 mln lat wciąż będzie możliwa ewolucja wysokiej inteligencji do cywilizacji. Rozsądnie jest założyć, że maksimum bioróżnorodności może nastąpić do 400-500 milionów lat od dzisiaj, zaś na rozwój inteligencji i ewentualnie cywilizacji możemy liczyć maksymalnie do 600 mln lat, a rozsądnie do 500 mln. Załóżmy optymistyczne 600 mln.

600 mln lat to jest już tylko niewielki odsetek dalszej historii Ziemi, jednak mimo wszystko jest to bardzo długi czas, nawet w skali geologicznej. Jest to mniej więcej jeszcze raz tyle, ile trwa dotychczasowa historia ewolucyjna złożonych organizmów. Ta zaczęła się wraz z fauną ediakarańską ok. 600 mln lat temu i eksplozją kambryjską ok. 540 mln lat temu. Dodatkowo obecnie biosfera ma zupełnie inne możliwości ewoluowania niż wcześniej. Eksplozja kambryjska dotyczyła początku zwierząt, kiedy te były tylko drobnymi organizmami, z których dopiero przez następne setki milionów lat miały wypracowywać się większe i bardziej złożone formy, a niektóre także stopniowo wychodzić na ląd, była to więc ewolucja makro u początków. Natomiast dzisiaj mamy już ogromnie rozbudowaną biosferę z milionami gatunków zwierzęcych oraz paroma dziesiątkami tysięcy gatunków zwierząt „większych”, należących do gromad płazów, gadów, ptaków i ssaków, oraz ponad 30 tys. gatunków ryb, do tego dochodzą jeszcze głowonogi i kilka innych znaczących rodzin. W przeciwieństwie do tego, co Ziemia musiała wypracowywać przez pierwsze paręset milionów lat złożonego życia, istnieje dzisiaj ogromna ilość zaawansowanych linii ewolucyjnych, co oznacza, że kolejne 600 mln lat nie oznacza tylko drugiej połowy czasu istnienia zwierząt, ale też zupełnie inne możliwości.

Co możemy realnie przewidywać w ewolucji?

Odpowiedź na pytanie o rozwój nowej cywilizacji za miliony lat wymagałaby jednak możliwości przewidywania rozwoju linii ewolucyjnych zwierząt na odległą skalę. To niestety nie jest możliwe. Jesteśmy w stanie ująć rozumowo możliwe ścieżki rozwoju znanych nam obecnie gatunków tylko pod kątem ewentualnego rozwoju niektórych cech, przede wszystkim fizycznych, czyli na skalę ewolucyjnie krótką oraz skonkretyzowaną do konkretnych znanych nam zależności. W ten sposób możemy zasadnie sądzić, że np. ewolucja umysłu psa będzie zmierzać w kierunku coraz lepszego usprawniania komunikacji z człowiekiem, ponieważ mózgi psów już ewoluują w tym kierunku, a ich ewolucja jest zupełnie zależna od integracji z naszym gatunkiem. Pisałem o tym tutaj. Podobnie będzie postępować ewolucja wielu innych gatunków, które wchodzą w większą lub mniejszą zależność od człowieka, jak zwierząt hodowlanych, czy też takich, które nie są przetwarzane przez człowieka intencjonalnie, ale są zależne od środowisk, jakie ten kreuje, np. ptaków i niektórych ssaków żyjących w miastach lub na ich styku, zwierząt podjadających ludzkie odpady i zasiedlających sztucznie tworzone przez niego nisze (jak szczury, karaluchy), czy zależnych od środowisk polnych, które normalnie w naturze nie występują.

Możemy także ocenić, że większość cech gatunków, która była wzmacniana przez poprzednie miliony lat, będzie nadal mieć taką tendencję, jeśli cechy te wyraźnie przynoszą korzyści w przetrwaniu lub gdy dają wyraźną przewagę w doborze płciowym. Takimi są np. życie społeczne wielu gatunków wraz z rozwijanymi zdolnościami wewnątrzgrupowej komunikacji, czy np. zwiększanie przystosowań do środowisk wodnych wśród tych gatunków, które odnajdują specjalizację w ponownym schodzeniu z lądu (foki, może wydry, bobry). Możemy spodziewać się, że w dotychczasowym kierunku będą ewoluować np. dzioby dzięciołów wraz z amortyzacją mózgu w czaszce. Zęby bobrów. I tak dalej.

Jeśli cechy wynikające z doboru płciowego przynoszą zwierzęciu korzyść, można się spodziewać dalszego ich rozwijania w toku ewolucji, prawdopodobnie dotąd, gdy koszt życiowy tego wynalazku zacznie przeważać nad korzyścią rozrodczą.

Jeśli z kolei mamy do czynienia z pogłębiającą się symbiozą danych gatunków, czyli specjalizacją w bardzo skonkretyzowanym i zależnym od konkretnego innego organizmu kierunku, możemy się spodziewać, że cechy, które zwiększają symbiozę, będą się pogłębiać, jak np. dzioby ptaków dostosowane do spijania nektaru z kwiatów, symbioza mrówek i mszyc, motyl modraszek Rebela i jego oszukiwanie kolonii mrówek itd. Takich symbioz, oszustw lub pasożytnictwa możemy wskazywać bardzo dużo. Możemy także ocenić, że wiele gatunków lub ras nie przetrwa, gdyby nas zabrakło, ponieważ z racji naszej ingerencji w ich rozwój nie mogą one w korzystny sposób funkcjonować w naturze. Przykładem jest większość ras psów, krowy.

Koewolucja polega na wzajemnym dopasowywaniu się cech gatunków. Spektakularnym tego przykładem jest ewolucja kwiatów roślin wraz z ewolucją owadów oraz ptaków żywiących się nektarem. Wiele z nich jest dopasowanych konkretnie gatunek do gatunku. Przykładem koewolucji są także owoce drzew, które tworzą miąższ w celu spożycia ich przez zwierzęta, aby te wydaliły pestki w innym miejscu, dając jednocześnie roślinie nawóz. Cechy takie mają tendencję wzajemnie się wzmacniającą, możemy więc z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć przyszłą ewolucję takich gatunków, jednak tak duże uzależnienie naraża też gatunki na łatwe wyginięcie. Znanych jest wiele przykładów, gdy brak jednego gatunku powoduje zagładę drugiego.

Ale to już wszystko, co możemy przewidywać. Nie istnieją niestety narzędzia, które pozwoliłyby przewidzieć ewolucję w dłuższym wymiarze czasu. Nie znamy odpowiedzi na pytanie, czy za 50, 100 lub 200 milionów lat jakiś gatunek nie wyewoluowałby w sposób, który rozwinąłby jego inteligencję w stopniu zbliżonym do człowieka, a co za tym idzie, teoretycznie mógłby stworzyć nową cywilizację. Teoretycznie, ponieważ, jak już powinno być wiadomo każdemu mojemu czytelnikowi, sama inteligencja o ludzkim poziomie jest daleko niewystarczająca do stworzenia cywilizacji. Do tego potrzebny jest jeszcze cały szereg innych korzystnych czynników (zob. tutaj i tutaj).

Szanse

Możemy jedynie spróbować ocenić, czy jest na to duża szansa.

Prawdopodobnie niestety jest ona nieduża. Wszystko bowiem wskazuje na to, że inteligencja na poziomie człowieka jest zjawiskiem szczególnym w biologii ziemskiej, nawet w skali inteligentnych zwierząt. Oczywiście istnieją bystre gatunki wykorzystujące tę cechę nawet w przybliżeniu tak, jak wczesne ludzkie dzieci, jest to jednak poziom nijak nieporównywalny do możliwości dorosłego Homo sapiens. W skali ewolucji nasza inteligencja to nawet nie jest ewolucyjny skok, to jest wręcz lot, a koszt energetyczny tego przedsięwzięcia jest niebywały. Trudno jest powiedzieć, skąd ten fenomen się wziął, jednak istnieją podejrzenia, że wynikł on z dość anormalnych zależności w kontekście ewolucji zwierząt. Dodatkowo podwyższona inteligencja jest ogólnie w skali ewolucyjnej rzadka. Wytworzyło ją niewiele zwierząt, natomiast ogromna większość, która teoretycznie mogłaby to zrobić, nic bowiem nie stoi ewolucyjnie temu na przeszkodzie, nie zrobiła tego, lecz funkcjonuje do dzisiaj na przeciętnym poziomie zwierzęcym. Nie likwiduje tego kłopotu nawet to, że podwyższona inteligencja, jak u delfinów, ośmiornic, świń, kruków, papug, psów i kilku innych gatunków, wykształciła się wielokrotnie niezależnie od siebie. Jest tak czy inaczej zjawiskiem rzadkim, co pokazuje, że inteligencja jest przystosowaniem premiowanym tylko w bardziej nietypowych zależnościach.

A rzadkość ta dzieje się z dwóch powodów. Po pierwsze – wiele innych przystosowań po prostu lepiej pełni swoje funkcje. Ostre pazury, szybki bieg, siła mięśni, rozmiar ciała, najczęściej są lepszym przystosowaniem niż zwiększanie inteligencji. Po drugie – inteligencja jest najbardziej ze wszystkiego obciążająca energetycznie. Te dwa powody czynią z inteligencji przystosowanie nietypowe, które nieczęsto ma szansę przedostać się przez ewolucyjne zależności środowiskowe. Natomiast mówimy tu i tak o inteligencji na poziomie co mądrzejszych zwierząt. Przeformułowanie jej na poziom człowieka to zupełnie inna bajka.

Z kolei inteligencja na poziomie ludzkim jest prawdopodobnie „poziomem minimum”, jeśli chodzi o tworzenie cywilizacji. Oznacza to, że stanowimy najniższe stadium tego, co musi być spełnione, aby zainicjować osiągnięcia pokroju cywilizacji technologicznej. Prawdopodobieństwo zatem, że jeszcze kiedyś na Ziemi powstanie inna niż my cywilizacja, jest bardzo małe, a może i znikome, ponieważ jest to zjawisko w przyrodzie niezwykle nietypowe, a przypadek, w którym zajdzie dostatecznie dużo czynników, aby taką nietypowość wytworzyć ponownie, ma nikłą szansę powtórzenia się.

Dwie strony medalu

Z drugiej strony nie możemy tego powiedzieć na pewno, ponieważ naszą daną jest dotychczasowa ewolucja, nie wiemy natomiast jak ewolucja wygląda w całej historii planety. Mamy możliwość prześledzić ją jedynie w skali ostatnich 600 mln lat, pokazującej, że wśród wyżej rozwiniętych zwierząt, w dużym uproszczeniu, najpierw tworzą się przystosowania wodne (np. ryby), co jest oczywiste, potem lądowe mocno uzależnione od wody (płazy), następnie mieliśmy gady, aby potem powstały ptaki i ssaki. Po ewolucji ziemskiej daje się zauważyć, że kolejne przystosowania wytwarzały też podwyższoną względem poprzedników inteligencję, stwarzając gady mądrzejszymi od płazów, a ssaki i ptaki mądrymi w porównaniu do gadów. Nie mamy pojęcia, czy możemy traktować to jako pewną stałą i niestety nic nam nie pozwala ekstrapolować tej danej na dalszą przyszłość. Załóżmy, że za 80-100 mln lat zacznie powstawać kolejna gromada zwierząt, coś nowego względem gadów, ptaków, ssaków i płazów. Nazwijmy to post-ssaki. Czy miałyby one tendencję do jeszcze większego wzmacniania inteligencji i ciągłego wznoszenia tej poprzeczki, tak jak było to do tej pory?

Tego nigdy się nie dowiemy. Możliwe, że ssaki są jedną ze stacji w tej drodze, która jest pewną stałą, więc kolejne gromady zwierząt dadzą więcej rezultatów inteligentnych i więcej niż tylko jedna linia eksperymentów zbliżających się możliwościami intelektualnymi do człowieka. Ale równie dobrze może być odwrotnie. Może być tak, że na półmetku ewolucja osiągnęła szczyt tej cechy, podobnie jak dinozaury osiągnęły szczyt wielkościowy, ponieważ np. ssaki są pod tym względem specyficzną gromadą, a inteligencja jest niedostatecznie opłacalna. I tak jak dinozaury były jakimś eksperymentem ewolucyjnym, który miał miejsce nie do końca wiadomo dlaczego, ale w tamtym środowisku ich gigantyzm był dobrym dostosowaniem (dinozaury królowały przez ponad 200 mln lat) – może np. wiązał się z jakimiś cechami genetycznymi ówczesnych linii rozwojowych gadów albo ówczesne środowiska dawały tak skonstruowane ekosystemy, że akurat sprzęgły zwrotnie takie zależności i miały tendencję do specjalizowania tej cechy akurat u tak wyposażonych genetycznie zwierząt jak gady – tak i etap ewolucji w „erze ssaków” ma swoją specyfikę, a ssaki są akurat podatne na to genetycznie, i wariacja ta wygaśnie, gdy ten eksperyment się skończy wraz z obecnymi ekosystemami. Potem pozostaną tylko „normalnej” inteligencji ssaki, takie jak wiewiórki czy niedźwiedzie, tak jak dzisiaj pozostały „normalnej” wielkości gady. Inteligencja wzrosła też co prawda u ptaków, co nie sugeruje specjalnej podatności na to jedynie ssaków, ale może to sugerować, że w czasach po wyginięciu dinozaurów i ewolucji w tym kierunku ekosystemy wywarły presję ku takiej selekcji. Może to wynikać z tego, jak wyglądało środowisko kenozoiku, a nie że ku tej cesze ciąży długodystansowy rozwój życia.

Gigantyzmu dinozaurów nie powtórzyły jak dotąd kolejne formy życia na Ziemi. Nie jest wykluczone, że analogicznie względnie wysoka inteligencja współczesnych zwierząt jest z jakichś powodów cechą gatunków z kenozoiku, nie zaś ogólną tendencją ewolucji w przebiegu jej historii.

Mamy zatem dwa punkty widzenia. Z jednej perspektywy możemy patrzeć na przebieg dotychczasowej ewolucji jako stałą, choć bardzo powolną, wzmacniającą inteligencję, z drugiej jednak widzimy, że każda epoka ma jakby swój „faworyt” cech, które są wzmacniane w wyniku okoliczności ekosystemowych kreowanych przez daną erę po danych masowych wymieraniach. Czy kolejne epoki będą znów selekcjonować podobne jak ostatnio cechy? Zależnie którą perspektywę obierzemy, będą nam wychodzić przeciwstawne przewidywania. Jako że jednak w perspektywie ssaków i ptaków tak czy inaczej nie jest wytłumaczalny „wyskok” inteligencji w linii Homo, wariant ten nawet ze stałą wzrostową ma niedużą szansę ponowienia. Wyskok inteligencji u naszego gatunku jest czymś podobnym do tego, jak wygląda na wykresie przyrost CO2 w atmosferze dla ostatniego wieku względem wcześniejszych czasów – wystrzeliwuje w górę w sposób niepozwalający się wyjaśnić znanymi w naturze procesami.

Potencjalny problem – inteligencja a podatność na zagładę

Jest jeszcze jedna dana, która pozwala nam być sceptycznymi co do przyszłych osiągnięć ewolucji w tej dziedzinie. Nie dość, że linia Homo jest pod względem inteligencji anormalnym rezultatem, to w dodatku jest to jedna z linii, która najprawdopodobniej nie miała przed sobą sukcesu ewolucyjnego i czekałaby ją zagłada, gdybyśmy w porę nie prześlizgnęli się, wypracowując duże uniezależnienie od czynników czysto przyrodniczych. Wszystkie linie związane z naszym kladem wymarły lub były na drodze do tego, zanim ostatecznie Homo sapiens ich nie zgładził. Sam Homo sapiens także otarł się o wyginięcie. Jest to oczywiście pewien przypadek, którego nie można ekstrapolować na inne linie ewolucyjne, że akurat temu gatunkowi, który stał się fenomenem inteligencji, tak się nie powodziło, że gdyby nie zdążył z wypracowaniem cywilizacji, pewnie byłby jedną z wymarłych rodzin ewolucyjnych, tak jak i w innych liniach nie dotrwały do naszych czasów całe rodziny żyjących w kenozoiku ssaków. Ale warto tutaj poruszyć jeden wątek.

Być może, choć jest to moja własna spekulacja, z tak mocno rosnącą inteligencją wiąże się pewna kłopotliwa zależność. Inteligencji takich rozmiarów najpewniej nie wypracowują zwierzęta, które nie prowadzą życia społecznego oraz które nie muszą poświęcić ogromnej uwagi każdemu narodzonemu osobnikowi. Tak wielką inteligencję wypracowuje bowiem życie w kulturze, a co za tym idzie, wymaga ona jednostkowego edukowania i starannej opieki. Oznacza to, że być może gatunek o tym poziomie rozwoju mózgu nie może płodzić zbyt dużo potomstwa. Musi opiekować się małą ilością narodzonych jednostek, które muszą dostatecznie długo żyć, a więc starannie się uchować mimo niewielkiej ich ilości. Z kolei płodzenie małej ilości potomstwa w przebiegu życia i potrzeba starannej nad nim opieki jest specjalizacją, która może zwiększać ryzyko, że w razie zmian środowiska gatunkowi takiemu grozi wymarcie. Tym bardziej, że być może skok inteligencji do takich rozmiarów jest zależny od słabego dostosowania ewolucyjnego pod pozostałymi względami, co inteligencja rekompensuje. Postulowanie tych zależności jest całkiem zasadne, a jeśli tak jest, to może to być jednocześnie czynnik bycia szczególnie narażonym na wyginięcie. Oznaczałoby to, że generalnie ewoluowanie bardzo wysokiej inteligencji jest też szczególnym zwiększaniem ryzyka co do ekstynkcji i może częściej prowadzić do zakończenia takiej linii rozwojowej, niż do jej sukcesu.

Możliwe, że płodzenie małej ilości potomstwa i opieka nim przez długą część życia jest warunkiem koniecznym rozwoju u gatunku bardzo wysokiej inteligencji. Wysoki rozwój umysłowy wymusza konieczność wzmożonego przekazywania wiedzy i umiejętności zarówno w postaci kulturowej, jak i indywidualnie rodzicielskiej. Trudno o podobny wynik edukacyjny u gatunku rodzącego po 20 lub więcej osobników w jednym miocie. Jeśli zależność taka jest prawdziwa, wówczas inteligentny gatunek jest bardziej narażony na wyginięcie. Fot. Fotolia.

Jeśli zależność ta jest prawdziwa, czego niestety nie możemy się dowiedzieć przez to, że mamy tylko jedną daną, linię Homo, to szanse na ponowny rozwój cywilizacji ze strony innego gatunku tym bardziej się zmniejszają.

Kiedy najszybciej mogłoby się to wydarzyć?

Jaki jest minimalny czas, który ewolucja potrzebowałaby po zagładzie człowieka na wypracowanie nowej cywilizacji? Gdzieś do czasu następnych 50-60 milionów lat mielibyśmy do czynienia z rozwijaniem głównie tych linii ewolucyjnych, które znamy obecnie.

Byłoby tak za wyjątkiem sytuacji, gdyby doszło do masowej zagłady, czy to w wyniku upadku asteroidy, czy np. w wyniku ludzkiej wojny nuklearnej. Wówczas wyginęłaby większość linii, które znamy dzisiaj, a ich miejsce ekologiczne zaczynałyby zajmować tylko nieliczne z nich, które ze względu na opuszczone nisze prawdopodobnie zwiększyłyby szybkość radiacji (tworzenia nowych gatunków). W takim wypadku mielibyśmy do czynienia z szybszym wytworzeniem czegoś nowego, co trudniej byłoby nam dzisiaj określić przewidywaniem co do rozwoju tych gatunków. Jednak „coś nowego” oznacza również dłuższe budowanie przystosowań inteligentnych.

Jeśli z kolei sytuacja nie miałaby charakteru masowego wymierania tego, co dzisiaj jeszcze pozostało (pomijając fakt, że masowe wymieranie właśnie się dokonuje za sprawą działalności człowieka), jeśliby ewolucja dalej rozwijała ogół tego, co jest dzisiaj, mielibyśmy jakieś 30-50 mln lat, zanim przypuszczalnie zaczęłyby powstawać pierwsze rodziny znacząco różniące się od obecnych postaci zwierząt.

Nie oznacza to, że w tym czasie mogłaby powstać nowa cywilizacja. Przy wyjątkowej presji środowiskowej u jakiegoś gatunku mogłaby zacząć szybko ewoluować inteligencja, badania bowiem pokazują, że człowiek zyskał ją stosunkowo szybko, jednak ta szybkość miała miejsce od poziomu już wysoko rozwiniętych małp, czyli już od zwierząt podatnych na ten kierunek rozwoju. Najprawdopodobniej 40-50 mln lat to byłby czas za krótki na nową cywilizację ze względu na to, że musiałyby wśród obecnie żyjących inteligentnych ssaków zajść daleko posunięte zmiany w morfologii (za wyjątkiem małp, które jednak ze względu na ich obecną liczebność i przy presji nowych gatunków możliwe, że nie przetrwałyby przez kolejne miliony lat). Z kolei wiele innych inteligentnych gatunków nie jest manualnie przystosowana do budowy cywilizacji (ptaki ze swoimi skrzydłami, delfiny z płetwami i życiem wodnym, wilki z ich typem łap itd.). Wbrew powszechnej opinii, szczury również nie budzą na to nadziei, ponieważ są gatunkiem zależnym od człowieka. To w wyniku naszej działalności nastąpił ogromny rozrost ich populacji, bez nas zaś nastąpiłaby ogromna jej redukcja. Bardziej zasadnie jest zatem dodać jeszcze ze 20-40 mln lat, aby ewolucja rzeczywiście miała czas mocniej przemienić obecne gatunki, tak aby przy wyjątkowym trafie zarówno rozwoju inteligencji, jak i budowy ciała, dać możliwość zacząć tworzyć cywilizację.

Zatem wiarygodnie jest postulować, że nowa cywilizacja zrodzona z nowego gatunku najszybciej mogłaby powstać za jakieś 50-80 milionów lat. Prawdopodobieństwo tego jest jednak bardzo niskie, ponieważ musiałby to być wyjątkowo szczęśliwy bieg wydarzeń.
Jednakże czas ten jest tylko ułamkiem czasu, który jeszcze pozostał ewolucji. Jest to okres, który po prostu w jakimkolwiek stopniu jesteśmy w stanie oceniać, bowiem zawierałby on w sobie całą rzeszę linii rozwojowych gatunków, które znamy obecnie. W takim przedziale czasowym byłaby szansa na to, że gdybyśmy przenieśli się w przyszłość i zaczęli badać tamtejszą faunę, mielibyśmy jeszcze szansę rozpoznawać jakieś współczesne linie, a niektóre gatunki, zmieniające się wolniej, pozostałyby nadal zupełnie podobne. Po przekroczeniu tego czasu można jednak przypuszczać, że fauna w większości będzie już przybierać znaczącą odmienność od stanu obecnego, tzn. w takim stopniu, abyśmy mogli ją określić jako nową erę ewolucyjną.

Zatem przekraczając pierwsze 100 mln lat i idąc dalej w przyszłość, świat mógłby już wykazywać zmianę, w której gady, ptaki i ssaki zaczynałyby być tylko częścią większego świata zwierzęcego, w którym zaczynalibyśmy wskazywać nowe gromady – coś nowego względem ssaków, ptaków itd.

I od takiego momentu ostatecznie kończą się wszelkie spekulacje. Pozostaje zatem jeszcze jakieś 400-500 mln kolejnych lat, 4-5 razy tyle, w przybliżeniu (bazując na dotychczasowej tendencji) mogących nieść 2-5 nowych gromad życia, będących czymś innym od takich postaci zwierząt, jakie obecnie znamy. Jest to bardzo długi czas i będzie on niewątpliwie pasjonujący ewolucyjnie. Czas, który niestety nas ominie i którego poznać nie możemy. Mamy prawo zasadnie przypuszczać, że duże zwierzęta nie tylko nie znikną, ale ciągle będą się rozwijać w nowe formy przez cały okres ziemski, w którym będzie to możliwe pod względem klimatycznym. Nie ma powodu postulować, że zwierzęta znikną z Ziemi zanim nie zmuszą ich do tego prawa astronomii i klimatologii. Jedyna możliwość przedwczesnej całkowitej zagłady zwierząt wiąże się z ostateczną katastrofą klimatyczną, czyli takiego typu wydarzeniem, jakie miały miejsce na Wenus i Marsie, w których Ziemia zmieniłaby się w miejsce szczególnie wrogie. Jednak nie spodziewamy się takiego scenariusza w perspektywie 800 mln-1 mld lat. Ziemia będzie się przeistaczać w planetę wrogą dopiero w tym czasie.

Wnioski

Czy sama długość tego czasu i przypuszczalna przyszła wielkość bioróżnorodności warunkują to, że narodzi się jeszcze ponownie cywilizacja? Tego powiedzieć nie możemy. Niewątpliwie czas i możliwa coraz większa złożoność dają na to szansę większą niż ta, jaka miała miejsce 600 mln lat temu, gdy zwierzęta dopiero rozpoczęły swój marsz ku złożoności. Jednak pamiętajmy o jednej smutnej danej. Przez całą dotychczasową historię cała planeta większych zwierząt, składająca się z przypuszczalnie setek tysięcy gatunków licząc łącznie z wymarłymi, wypracowała tylko jeden jedyny raz tak wysoką inteligencję, o jakiej mówimy, podczas gdy najwyraźniej żadna inna linia do takiej nie zmierzała. A do tego należy dodać fakt, że od takiej inteligencji do cywilizacji droga jest nadal daleka, ponieważ stworzenie technologicznej cywilizacji warunkuje trudna do oszacowania liczba innych niż inteligencja zmiennych (tutaj i tutaj). Musi to być wyjątkowe szczęście, aby wszystkie te czynniki złączyły się w jedno w odpowiednim czasie.

A to nie jest też tak, że Ziemia dopiero wraz z nami mogła zyskać na to szansę. Teoretycznie wysoka inteligencja, przy jakichś odpowiednich czynnikach, mogłaby zacząć być wypracowywana już w epoce Triasu (wcześniej prawdopodobnie nie). Zwierzęta miały już wtedy dość złożone mózgi i jeśliby wówczas środowisko dla jakiejś linii ewolucyjnej rozpoczęło presję ku tej cesze, przez kolejne 20-40 mln lat spokojnie można by w tej linii wypracować zmiany skutkujące wysokim rozwojem tej cechy. Nie że stworzeniem cywilizacji, ale na pewno inteligencji na poziomie szympansów czy delfinów. Ewolucja mogła, „gdyby chciała”, iść ku inteligencji wcześniej i w większym wymiarze. Tak się jednak nie stało.

Tak mógł wyglądać Ixalerpeton sprzed 233 mln lat. Z podobnym wyglądem i być może behawiorem i habitatem zaczynały różne współczesne gatunki ssaków, jak nietoperze, gryzonie, czy naczelne. Teoretycznie zatem życie na Ziemi mogłoby wytwarzać podwyższoną inteligencję już znacznie wcześniej, jednak wygląda na to, że przed kenozoikiem ewolucja nie śpieszyła się do takich osiągnięć.

Nie wiemy co musi zaistnieć w przyrodzie, aby zechciała ona popychać gatunki ku rozwoju wyższej inteligencji, ale jest to niewątpliwie rzadkość i przyrost tej cechy w przeciągu ostatnich 350 mln lat, kiedy nieco większe zwierzęta chodziły już po lądzie, był bardzo wolny. To zatem, że obecnie ewolucja ma jeszcze przed sobą drugie tyle czasu i w znacznie lepszych warunkach niż kiedyś, tak czy inaczej nie daje znaczących szans, że fenomen tego typu pojawi się ponownie. Bardziej możliwe jest to, że inteligencja będzie dochodziła do znaczących rozmiarów, że wyewoluuje więcej zwierząt o podwyższonych zdolnościach poznawczych, że pojawią się gatunki gdzieś zbliżające się w niej do człowieka, powiedzmy na poziomie Homo habilis albo Homo erectus. To jest znacznie bardziej prawdopodobne. Sensowniej można też postulować ponowne pojawienie się wysoko rozwiniętej kultury, jak u późnych Homo sapiens, czy nawet, licząc już dość optymistycznie, przejścia na poziom rolnictwa i budownictwa.

Ale szansa na cywilizację technologiczną (w moich artykułach „technologiczna” oznacza na poziomie co najmniej używania elektroniki), która np. byłaby zdolna badać przeszłość i odkryć, że my kiedyś istnieliśmy, jest znikoma i tylko dużym optymistom pozwoliłaby wierzyć, że to się na Ziemi ponownie stanie. Żadne prawa jednak tego nie zabraniają. Mimo iż jest to bardzo mało prawdopodobne, zawsze może pojawić się fenomenalny przebieg wydarzeń, analogicznie jak wydarzył się taki w kontekście naszego gatunku. Tym bardziej, że mimo iż w ogóle wytworzenie cywilizacji technologicznej jest czymś niezwykłym w skali biologii, Ziemia, ze względu na obecne rozbudowanie bioróżnorodności, będzie miała na to nieco większe szanse, niż miała u zarania dziejów zwierząt.

Zobacz artykuł powiązany z tym: Co po nas zostanie i czy w historii Ziemi mogła istnieć cywilizacja przed człowiekiem?

Literatura

S. Parker, Historia ewolucji. (Książka)
D. J. Futuyma, Ewolucja. (Podręcznik)

https://en.wikipedia.org/wiki/Timeline_of_the_far_future
https://pl.wikipedia.org/wiki/O%C5%9B_czasu_dalekiej_przysz%C5%82o%C5%9Bci
https://en.wikipedia.org/wiki/Geologic_time_scale
https://en.wikipedia.org/wiki/Timeline_of_the_evolutionary_history_of_life
https://en.wikipedia.org/wiki/History_of_Earth
https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Ziemi
https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_%C5%BCycia_na_Ziemi
https://en.wikipedia.org/wiki/History_of_life
https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksplozja_kambryjska
https://en.wikipedia.org/wiki/Cambrian_explosion

Causes and timing of future biosphere extinction
https://hal.archives-ouvertes.fr/hal-00297823/file/bgd-2-1665-2005.pdf
Swansong biospheres II: the final signs of life on terrestrial planets near the end of their habitable lifetimes
https://ui.adsabs.harvard.edu/abs/2014IJAsB..13..229O/abstract
Swansong biospheres: refuges for life and novel microbial biospheres on terrestrial planets near the end of their habitable lifetimes
https://www.cambridge.org/core/journals/international-journal-of-astrobiology/article/abs/swansong-biospheres-refuges-for-life-and-novel-microbial-biospheres-on-terrestrial-planets-near-the-end-of-their-habitable-lifetimes/023CF64F11A555FC55798825E9D1B955
Circumstellar Habitable Zones to Ecodynamic Domains: A Preliminary Review and Suggested Future Directions
https://arxiv.org/abs/0912.2482
Distant future of the Sun and Earth revisited
https://academic.oup.com/mnras/article/386/1/155/977315
Long-term Astrophysical Processes
https://www.researchgate.net/publication/253770007_Long-term_Astrophysical_Processes
Most life on Earth will be killed by lack of oxygen in a billion years
https://www.newscientist.com/article/2269567-most-life-on-earth-will-be-killed-by-lack-of-oxygen-in-a-billion-years/

Rozwój inteligencji człowieka oraz jego zagrożenia ewolucyjne:
Evolution in the social brain:
https://ui.adsabs.harvard.edu/abs/2007Sci…317.1344D/abstract
Primat brain size is predicted by diet but not sociality:
https://www.nature.com/articles/s41559-017-0112
Evolution of the brain and intelligence:
https://www.cell.com/trends/cognitive-sciences/fulltext/S1364-6613(05)00082-3?_returnURL=https%3A%2F%2Flinkinghub.elsevier.com%2Fretrieve%2Fpii%2FS1364661305000823%3Fshowall%3Dtrue
https://pl.wikipedia.org/wiki/Homo_przypadkiem_sapiens
http://przystaneknauka.us.edu.pl/artykul/ksztalt-naszego-mozgu-jest-efektem-zupelnie-niedawnej-ewolucji
https://wyborcza.pl/7,75400,22723863,jak-ewolucja-przeryla-ludzki-mozg.html
https://www.newsweek.pl/wiedza/nauka/ewolucja-jak-ludzie-stali-sie-ludzmi-teorie-o-biochemii-mozgu/k2sb4dm
https://www.sciencemag.org/news/2010/01/human-ancestors-were-endangered-species
Late Pleistocene human population bottlenecks, volcanic winter, and differentiation of modern humans:
https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0047248498902196?via%3Dihub
Climate-volcanism feedback at the Toba erruption of 74000 years ego:
https://web.archive.org/web/20111021020727/http://pubs.giss.nasa.gov/docs/1993/1993_Rampino_Self.pdf

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s