Dzięki Internetowi staliśmy się cyber-cywilizacją. Jest to nowy krok cywilizacyjny i nowy globalny problem

Nie ma co do tego wątpliwości, że ludzka cywilizacja w przeciągu ostatnich dwóch dekad przeistoczyła się w cywilizację cybernetyczną. Cyberprzestrzeń stała się głównym motorem większości aktywności ludzkich, od globalnej sieci zależne są państwowe gospodarki, prywatne firmy, światowa ekonomia, sprawy polityczne, a także przemysł rozrywkowy. Ludzkość jako cywilizacja stała się uzależniona od Internetu. Jest to niewątpliwie nowy krok cywilizacyjny, określający zmianę na skalę ludzkiej historii. Z drugiej strony rzadko zdajemy sobie sprawę, że nic nas nie uzależnia od energii elektrycznej tak, jak Internet, i że również rodzi to o globalnej skali problemy. Ile więc Internet pobiera prądu? Możecie się zdziwić.

Ludzka aktywność w świecie niewątpliwie potrzebuje wielkich zasobów energii. Państwa rozwijają przemysł, ten generuje popyt, który zamienia się w konsumpcję, która z kolei jako popyt angażuje przemysł. Miliony ludzi żyjących na terenie danego kraju potrzebują też energii do zwyczajnego prowadzenia codzienności – każdy musi w mieszkaniu mieć światło, używać urządzeń elektrycznych, móc ogrzać mieszkanie, latem są uruchomione klimatyzacje, do tego oglądamy telewizję, używamy komputerów. Ulice każdego miasta muszą być oświetlone, kraj przecinają elektryczne koleje, w dużych miastach za dnia w każdej chwili poruszają się setki tramwajów. Każdy kraj dysponuje też określoną ilością fabryk, firm, sklepów, biur, miejsc rozrywki i kultury. Wydaje się, że ilość prądu pobierana przez całe państwo jest przeogromna. Bo tak w istocie jest.

Jednak tylko dwa państwa na świecie mają zapotrzebowanie na energię większą niż ta, którą pochłania globalnie Internet. Są to Chiny i USA. W 2017 roku aż 7% całego światowego zużycia prądu pochłonął sektor IT. Więcej niż przez rok zużywa Rosja, o mniejszych krajach nie wspominając.

Największy pobór energii elektrycznej generuje świat rozrywki. W nim największym zainteresowaniem cieszą się media wideo, których odtworzenia w Internecie zwiększyły się w roku 2016 z 1 miliarda dziennie do 8 miliardów. Streaming wideo pochłania 60 procent całego ruchu w sieci. Tymczasem to właśnie wideo bardzo dużo waży, zajmuje więcej przestrzeni na serwerach, a przetwarzanie obrazu wymaga większej mocy obliczeniowej w porównaniu do innych usług internetowych. Najwięcej energii elektrycznej w sektorze IT pobiera klimatyzacja, ponieważ im większą serwery muszą wykonać pracę obliczeniową, tym więcej energii trzeba zużyć do ich chłodzenia. Stąd streaming wideo generuje 1% wszystkich światowych emisji CO2. Jest to 300 mln ton gazu cieplarnianego rocznie.

Nietrudno się domyślić, że z roku na rok zapotrzebowanie ludzi tak na Internet, jak i na rozrywkę w nim, będzie rosło. Do cyberprzestrzeni przenoszona jest lwia część przemysłu rozrywkowego, a w świecie wideo coraz wyższy pobór prądu generuje także po prostu wyższa jakość usługi, np. w postaci filmów HD itd.

Cyber-cywilizacja musi oznaczać też cyber-problemy. Z tym że produkcja prądu nie odbywa się w świecie wygenerowanym przez komputery, lecz tym, w którym żyjemy i z zasobów, jakie są nam dostępne. Zapotrzebowanie świata na Internet za jakiś czas może przekroczyć możliwość produkcji prądu, jeśli nie przestawimy naszych gospodarek na wydajniejsze niż węgiel sposoby pozyskiwania energii. Dodatkowym problemem jest zwiększająca się przez to emisja CO2, która napędza globalne ocieplenie. Globalne ocieplenie z kolei zwiększa problemy związane z ludzkim uzależnieniem od Internetu. Wyższe temperatury zmuszają do większego zużycia prądu, aby zrównoważyć zapotrzebowanie serwerów na chłodzenie, co napędza jeszcze większe emisje CO2. Podnoszenie się poziomu morza z kolei wkrótce zacznie zagrażać tysiącom kabli światłowodowych, które przewodzą Internet. W przypadku USA stanie się to za kilkanaście lat.

Niektórzy najwięksi gracze na rynku szukają już teraz rozwiązań. Część z nich – Facebook, Google, Apple – chce osiągnąć pozyskiwanie energii całkowicie ze źródeł odnawialnych. Czy będzie to możliwe w dobie tak szybko rosnącego zapotrzebowania sektora IT na prąd, pokaże czas. Rozważane jest również przeniesienie serwerowni w chłodne obszary naszej planety, co zresztą wkrótce będzie raczej koniecznością. Na dzień dzisiejszy jednak wydaje się, że wszelkie pomysły, a tym bardziej ich realizacje, nie nadążają za radykalnym wzrostem popytu na energię.

Przeniesienie znacznej części naszej cywilizacji do świata cybernetycznego poskutkowało rewolucją w sferze życia jednostek, funkcjonowania społecznego, organizacji przemysłu, gospodarki i ekonomii. Jednak wchodząc do sieci rzadko mamy na uwadze, jaki jest tego koszt środowiskowy. Samo wyszukiwanie w Google generuje globalnie 720 ton CO2 w ciągu doby. Potrzeba 7300 hektarów lasu, aby taką ilość gazu cieplarnianego zredukować, a jest to wynik tylko dla samego wyszukiwania w Google.

Rewolucja cywilizacyjna, jaką przeszliśmy w ostatnich dekadach, wymaga dokonania rewolucji w dziedzinie produkcji energii, jeśli chcemy ten stan dalej rozwijać. Tej drugiej z kolei jeszcze nie dokonaliśmy i nie wygląda na to, abyśmy w sposób znaczący dokonywali na tej drodze postęp. Globalne emisje CO2 rokrocznie wzrastają, zamiast maleć, a zużycie węgla w calach energetycznych co prawda maleje w krajach Zachodu, ale w tempie nieadekwatnym do klimatycznych postanowień, zaś w skali ogółu świata wciąż rośnie.

Rozwój technologii to nie tylko rozwój cywilizacyjny i polepszony komfort życia, ale także nowe problemy. Niektóre z nich mają charakter globalny. Inteligentne życie, które wytwarza cywilizację, zamknięte jest na swojej niedużej planecie, którą przetwarza na swoje potrzeby. Jest to system, który zamyka nas w zapętlonym problemie – jako istoty biologiczne jesteśmy uzależnieni od ekosystemu, który przetwarzamy i rujnujemy na rzecz technologii, ponieważ jako istoty cywilizacyjne potrzebujemy „techno-systemu”. Czy można w tym znaleźć balans i pogodzić tę sprzeczność? Czy wręcz przeciwnie, konfrontacja „bio” vs „techno” nie ma łącznika i w związku z tym ostatecznie jako istoty „bio” nie możemy wygrać techno-cywilizacji?

Problem można uogólnić do astrobiologii i sformułować je jako pytanie o „stałą kosmologiczną” – czy jest to problem każdej możliwej cywilizacji? I formułując je skrajnie – czy w ostatecznym rozrachunku rozwój naukowy zabija cywilizację? Cywilizacja bowiem, każda w kosmosie, ma przed sobą postawiony bardzo konkretny problem. Zaczynając od biologii, w zamkniętej sferze (planeta), musi wykonać swój skok technologiczny tak, aby nie sprowadzić na siebie katastrofy biologicznej, rozwiązać trudność tego jak się nigdy się nie zatrzymać w skończonej przestrzeni. I czy ten ostatni wariant, który jest naszą współczesną filozofią, jest w ogóle możliwy do zrobienia?Filozofia nieskończonego rozwoju na skończonej planecie jest ostatnio szczególnie silnie poddawana krytyce. Warto jednak zauważyć, że odrzucenie tego wariantu oznacza, że błędne jest również nasze pojęcie potencjalnych obcych cywilizacji. Oznacza to, że rozwój zawsze jest skończony i że gdzieś indziej, inaczej niż chcemy wierzyć fantazjując o skalach Kardaszewa, nie dzieją się cuda. Cywilizacje to tylko inteligentna biologia – albo nie dość inteligentna, aby się nie zniszczyć, albo zamknięta w rozwoju do granic prostych reguł: zdolności energetycznych, zdolności biologicznych, ograniczenia przestrzennego i jakiegoś tylko poziomu cywilizacyjnego, nie zaś cudów na miarę Star Trek.

Postulaty opuszczenia przez ludzką cywilizację planety to sfera fantazji. Skale astronomiczne w kontekście wyzwań technologicznych to jest coś, czego nie przerobiliśmy i prawdopodobnie na skalę poważnej kolonizacji nigdy nie przerobimy. Nawet jeśli (co jest dość wątpliwe) istnieje możliwość fizyczna stworzenia technologii pozwalającej na masowe podróże międzygwiezdne, wynalezienie takiej odbyłoby się na poziomie cywilizacyjnym w tak odległej przyszłości, że tego czasu być może nie mamy. Jeśli nie poradzimy sobie tutaj, to nie ma dla nas miejsca nigdzie.

Wydaje się, że zależność ta jest stałą dla inteligentnego życia. Każda tworząca się cywilizacja technologiczna poddana jest tym samym zależnościom, bo żywe istoty zawsze są „bio”, a planetę zawsze przetwarza „techno”. Zakładając, że wstępne przetwarzanie planety na początkowym etapie odbywa się bez świadomości globalnych tego konsekwencji, bo te odkrywa się dopiero wraz z większym rozwojem, w efekcie prawdopodobnie każda rodząca się technologiczna cywilizacja ma w siebie wpisany potencjał autodestrukcyjny i może niektóre cywilizacje (jeśli istnieją) unikają tego scenariusza, ale na pewno część z nich nie. Jaki scenariusz realizuje nasza cywilizacja – tego na razie nie wiemy. Tym samym nie umiemy odpowiedź na pytanie, czy przejście do super-rozwoju to dla cywilizacji technologicznych oczywista konsekwencja ich aktywności, czy wręcz przeciwnie, jest to następne „wąskie gardło” do przekroczenia, które przepuszcza tylko jedną na ileś autodestrukcyjnych cywilizacji, lub sufit, na którym rozbija się każdy.

Część tekstu dot. wymogów energetycznych Internetu skopiowana została z bloga: https://www.facebook.com/whatdefacto

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s