Homo sapiens to za mało. Od człowieka do cywilizacji (Część IV)

Setki sposobów zaspokajania ciekawości, lecz tylko jeden sposób badania naukowego.

Przyjrzyjmy się przykładom, w jaki sposób filozofia raczej zapobiega wynalezieniu metodologii naukowej, niż do niej prowadzi.

Starożytni Grecy, najwięksi filozofowie w dziejach, byli na dobrej drodze do dokonywania odkryć naukowych, jednak atomiści zostali odrzuceni, zaś empiryści poszli systemem myślowym Arystotelesa. Największy naukowiec tamtych czasów, ze względu na opracowane przez niego paradygmaty myślenia, paradoksalnie zastopował rozwój nauki na następne niemal 2 tysiące lat. Nadrzędną rolę odegrało także chrześcijaństwo, które z kolei poszło za Platonem. Platonizm był bardzo zaawansowanym systemem myślowym, niewątpliwie jednym z najinteligentniejszych w historii, ale poszedł w kierunku odwrotnym od tego, co znamy jako metodologię naukową, jednocześnie wyznaczając kierunek intelektualny kultury na półtora tysiąca lat. Aby mógł pojawić się renesans, potem oświecenie, musiało wydarzyć się bardzo dużo zawiłych historii i pojedynczych przypadków, w obrębie dość skomplikowanego systemu kulturowo-intelektualnego, w tym różne rewolucje i przewroty historyczne niemające nic wspólnego z myślą intelektualną.

Jeśli zaś chodzi o myśl filozoficzną, przewroty umysłowe miały u nas dość radykalną postać także dzięki innej cesze naszej kultury, która najbardziej różniła nas zarówno od kultur Dalekiego i Środkowego Wschodu, jak i wszystkich innych na świecie – nastawienie indywidualistyczne. Można się zastanawiać, jak w rzeczywistości głęboko sięga fakt, że (generalizując) kultura Europy wyróżniła się w historii świata indywidualistycznym nastawieniem do życia, nie jest jednak wykluczone, że była to cecha osadzona w naszej psychologii jeszcze gdzieś w prehistorii i dopiero stamtąd przeszła do nurtów intelektualnych. Ta różnica jest bowiem fundamentalna dla nas i wyznaczyła inny kierunek historii naszej kultury, charakteryzującej się osobliwymi dla nas cechami. To na podstawie tej cechy zasadna jest teza, że kultury Dalekiego i Środkowego Wschodu nie wytworzyłyby cywilizacji technologicznej, gdyby w historii świata nie istniała kultura Zachodu.

Inaczej mówiąc, to kultura narzuca typ myślenia, a wraz z tym tworzy potrzeby. To natomiast potrzeby są odpowiedzialne za to, w jaki sposób kultura się rozwija, co robią w niej ludzie, a w efekcie wytwarzając to, co rozumiemy jako rozwój. Aby więc powstała rzecz tak odległa od naszych psychologicznych ciągot, jak surowa, bezwzględna metodologia naukowa, sprzeciwiająca się mitom, wierzeniom, religiom i w zasadzie ogólnie warunkom społecznym (bo żadne społeczeństwa jako całość nie funkcjonują naukowo), a która mimo to zostanie włączona w obręb tej kultury i systemu jej funkcjonowania, musi wydarzyć się bardzo dużo bardzo nietypowych dla naszego gatunku rzeczy.

Coś takiego jest o wiele trudniejsze do zainicjowania w kulturach, które mają w sobie zakorzenione myślenie społeczne, a nie indywidualistyczne, ponieważ takie kultury znacznie bardziej funkcjonują przez pryzmat narzuconych przez społeczeństwo schematów myślowych. Nawet więc, jeśli pojawiają się w nich jednostki myślące inaczej niż reszta społeczeństwa, ten indywidualizm, nawet jeśli twórczy, jest znacznie mniej premiowany lub też silniej dławiony, niż działo się to w Europie, trudno więc o to, aby system takiego myślenia stał się ogólną filozofią takiej kultury. Jest to też jeden z powodów, dla którego nauka w Europie oddzieliła się od religii, podczas gdy we wschodnich kulturach myślenie mistyczne było zawsze z badaniem świata immanentne. Metodologia naukowa natomiast wymaga porzucenia tego zespolenia, czyli porzucenia tego, co dla kultur wschodnich było myślowym fundamentem.

Tak czy inaczej historia odkrywania naukowego to bardzo zaplątane dzieje nawet tylko w obrębie kultury Zachodu. Było to sprzęgnięcie wielu czynników politycznych, historycznych, kulturowych i intelektualnych, zaś historia pozostałego świata nie podążała w tym kierunku.

Filozofia jest wspaniałym wynalazkiem, jednak jeśli ma się wiedzę o historii tej dyscypliny, nietrudno jest zauważyć, że częściej niż do nauki prowadzi ona na poznawcze manowce, które są raczej kreacją pewnej wizji świata, niż jego surowym badaniem. Na to, jak dane kultury podchodzą do kwestii rozwoju, wpływa z kolei jeszcze szereg innych czynników. Bardzo ważne dla kultury jest to, jakim posługuje się ona językiem (a jest to czynnik przypadkowy, niezależny od kultury), bowiem ten narzuca sposób rozumienia rzeczywistości. Zaś sposób percypowania rzeczywistości ma wpływ na ludzką aktywność. Np. to, jak kultury afrykańskie postrzegają czas, ma ogromny wpływ na ich sposób życia oraz na rodzaj aktywności intelektualnej. Europa postrzega czas jako linearny i niezależny od nas, w którym musimy się „zmieścić” z naszym działaniem, aby zdążyć coś zrobić. Takie postrzeganie czyni też wyrazistą kategorię odległej przyszłości, którą można w związku z tym rozplanować i zmienić. Zupełnie inaczej funkcjonuje społeczeństwo, które posługuje się czasem cyklicznym, w którym kategoria odległej przyszłości innej niż to, co już się kiedyś wydarzyło, właściwie nie funkcjonuje, zaś czas jest tym, co ty stwarzasz, kiedy podejmujesz aktywność, i czego nie ma, kiedy coś się nie wydarza (dla pogłębienia tematu zob. literaturę na końcu artykułu). Takie postrzeganie rzeczywistości nie sprzyja aktywności, która wymaga planowania odległej „liniowej” przyszłości, nie powracającej swoim cyklem do tego, co już się w dziejach wydarzyło.

Współczesne badania pokazują, że ludzie Wschodu i Zachodu wykazują różnice nawet na neuronalnym poziomie funkcjonowania mózgu. Badania tego typu są opisane w ciekawej książce: „Geografia myślenia. Dlaczego ludzie Wschodu i Zachodu myślą inaczej?” Richarda E. Nisbett. Istnieją jeszcze inne fundamentalne różnice, które dzielą niczym przepaść mentalność Wschodnią od Zachodniej, wpływając na charakter naszych dokonań. Wschodnie myślenie holistyczne przeciw analitycznemu myśleniu europejskiemu. Wspomniany już spirytualizm/mistycyzm przeciw oświeceniowemu „rozumowi”, czy też to, że Europejczycy myślą o świecie bardziej w kategoriach obiektów, a ludzie Wschodu bardziej w kategoriach relacji międzyludzkich, co również ma odzwierciedlenie w pracy mózgu. Odkrycia naukowe, matematyczne i wynalazczość nie zostają w takim wypadku wprzęgnięte w myślenie indywidualistyczne, a kultury tak funkcjonujące nie premiują takiego typu myślenia. A to właśnie indywidualizm – sceptyczny, przewartościowujący, indywidualistyczny – jest niezbędny dla uprawiania nauki i fundamentalizuje on ideę rozwoju technologicznego dla niego samego.

„Oświecenie” i wręcz „fetyszyzacja” wartości rozwoju to wynalazek stricte europejski, nadbudowany na odkryciu metodologii naukowej dzięki odmiennym cechom kulturowym, a nie wynikający z niej. Inaczej mówiąc – tak jak wiele innych wspaniałych odkryć, metodologia naukowa zostaje zaprzęgnięta do bardzo odmiennych aktywności i tylko w specyficznym wariancie kulturowym prowadzi do powstania boomu technologicznego. Dla nas konsekwencja pójścia ludzkości w taką stronę wydaje się oczywista, bo jesteśmy właśnie tak myślącymi Europejczykami. Ale właśnie wydaje nam się tak dlatego, bo jesteśmy Europejczykami. Jest to europocentryzm, przez który nie rozumiemy własnej specyficzności, postrzegając ją jako typowość naszego gatunku. Kultury wschodu, choć też odkrywcze, myślały zupełnie inaczej.

Dodatkowe różnice.

Warto zauważyć jeszcze dwie rzeczy, które różnią historię europejską od innych kultur świata i które pokazują, że nasza droga była odmiennym od nich wariantem. Pierwszą jest ilość przewrotów myślowych na jedną kulturę, co również wiąże się z europejskim niejako systemowym indywidualizmem myślenia. Chiny i Indie, podobnie jak my, oczywiście wypracowały różne filozofie i różne podejścia do życia i świata. Warto jednak zobaczyć, że mimo to rewolucje intelektualne w Europie miały inny charakter, były większym „fermentem” umysłowym i znacznie większymi przewartościowaniami, pewną „zupą” idei analogicznie jak „zupa chemiczna” tworzy życie. W tej perspektywie filozofie wschodnie, mimo wszystko, nie miały tak rewolucyjnego charakteru, nigdy też nie przerzuciły się na radykalnie odmienny paradygmat porzucenia spirytualizmu, tak jak my rozdzieliliśmy od nauki religię. U nas wynikało to, oprócz wspomnianego indywidualizmu, także ze specyficznej roli, jaką pełnił w historii Kościół Katolicki. Ten bowiem z jednej strony władał, ale z drugiej postrzegany był jako siła wroga. Kultura europejska jest także specyficzną w porównaniu do innych dlatego, że nasze „naturalne”, tj. ludowe myślenie zaczęło być dławione na rzecz katolicyzmu, który nigdy nie miał w naszym myśleniu głębokiego zakorzenienia kulturowego. Nie istnieje tutaj analogia do znacznie naturalniej zakorzenionych nurtów myślowych Wschodu, które nie dysponowały taką formą „sztucznej” i przybyłej z zewnątrz instytucjonalizacji duchowości.

Drugą rzeczą, którą warto zauważyć, jest często błędnie przez nas postrzegana idea rozwoju cywilizacyjnego, wg którego dana cywilizacja, gdy raz już wejdzie w paradygmat myślenia naukowego, z biegiem czasu osiąga coraz wyższy poziom naukowy i cywilizacyjny. Jeśli mamy wiedzę o historii to jest jasne, że nie było tak nawet w przypadku Europy. Bo przecież po filozofii greckiej mieliśmy wieki średnie, charakteryzujące się odwróceniem od myślenia naukowego. Jednak tym bardziej nie jest to prawdą dla świata w ogóle. Dla przykładu Arabowie byli wyśmienitymi filozofami i naukowcami w czasach, gdy Europa przeżywała średniowiecze. A mimo tego, że mieli bezpośredni kontakt z ideami europejskimi, z naszą kulturą, z naszymi paradygmatami, ich kultura poszła ostatecznie w zupełnie innym kierunku, który z naukowego punktu widzenia postrzegamy jako wsteczny. Jeśli przyjrzymy się różnym rozwiniętym kulturom świata, dostrzeżemy to jako stałą, że kultury raczej powstają i upadają, niżby miał je charakteryzować linearny rozwój, albo zmieniają się w sposób bynajmniej nie narzucony przez odkrycia naukowe, tylko w wyniku innych zmiennych. Znów wydaje się, że Europa od czasu renesansu przeszła pod tym względem przez wąskie gardło historyczne.

Multiplikujące się problemy.

Przyjrzyjmy się kwestii odpowiedniości systemu do tego, aby dana kultura mogła osiągnąć status cywilizacji technologicznej. Bowiem aby z pojawienia się metodologii naukowej wypracować wielki rozwój technologii, musi istnieć nie tylko pewna filozofia sprzyjająca realizacji takich celów, ale również odpowiednia do tego polityka oraz system społeczny. Cywilizacji technologicznej bowiem nie stworzył człowiek jako taki, lecz tylko nieliczne wybitne jednostki, i tylko dzięki temu, że istniały one w odpowiednim systemie. Nauka i technologia działy się jakby obok ogólnego życia społecznego naszego gatunku i często naprzeciw niemu. Nasz gatunek, z racji bycia istotą społeczną warunkowaną zastaną kulturą, ma wpisaną w siebie konserwatywność myślenia, co sprawia, że nie jest chętny premiować taką wynalazczość i takich zmian technologicznych, których ogół ludzi nie rozumie. Oczywiście dzisiaj, w XXI wieku, funkcjonujemy nieco inaczej (choć i tak nauka spotyka się z różnymi tego typu problemami), jednak XXI-wieczny człowiek jest właśnie efektem boomu technologicznego, a nie jego przyczyną. Ocena Homo sapiens z tej perspektywy jest zatem błędem logicznym. W generalnym rozrachunku Homo sapiens jako istota społeczno-kulturowa to konserwatywny, stosunkowo antynaukowy gatunek, który woli to, co jest, niż oddawać się czemuś nieznanemu. Pewne siły wymuszają zmiany, ale są one powolne i tylko w ramach istniejącego systemu. Tymczasem wyżej rozwinięta nauka jest tym, czego większość jego osobników nie rozumie.

Aby zatem społeczeństwo nie dławiło potencjału umysłowego bardziej wybitnych jednostek, które tworzą nowoczesne na daną chwilę rozwiązania, lecz aby im pomagało, musi do tego istnieć system kulturowy, który umożliwi takim jednostkom realizację ich umiejętności oraz który ich wynalazczość zaprzęgnie w ogólny kierunek działania tej kultury, co prócz samego dogodnego systemu wymaga również istnienia odpowiedniej polityki. Dla ogółu kultur świata czegoś takiego się nie zauważa. Kultury ludzkie realizują inny scenariusz, inne potrzeby i inne myślenie o tym, co jest właściwe. Coś takiego stało się w Europie, natomiast w takich kulturach wysoko rozwiniętych jak Indie czy Chiny również realizowany był inny scenariusz polityczny, aż do czasu, gdy idee naukowe zostały wymienione z uprzemysłowionym już Zachodem.

Jest to cały szereg przypadkowych, w pewien sposób szczęśliwych okoliczności, które musiały się złożyć na to, aby na Ziemi zjawiła się zaawansowana technologicznie cywilizacja. Ten szereg przypadków byłby bardzo trudny do powtórzenia, jest to dużo zmiennych nietypowych dla naszego gatunku, występujących jednocześnie i w odpowiednim historycznie czasie.

Musimy uznać, że tworząca się świadomość inteligentna jest ukształtowana tak, że ma raczej jakiś typ ciągot poznawczych, ale nie jest otwarta poznawczo na wszelkie idee. Wydaje się, że nauka stoi w sprzeczności z biologicznie kształtowaną psychiką Homo sapiens. Może to być, jak już wspomniałem, właściwość uniwersalna dla Wszechświata. Gatunek taki będzie naturalniej dążył do takich aktywności umysłowych i „prawd”, które wesprą jego biologicznie ukształtowane życie, zwłaszcza życie społeczne. Wiele zatem sił u takiego gatunku będzie zapewne zawsze ciążyło przeciw postępowi, bo ten będzie się sprzeciwiał ukształtowanej rzeczywistości. To może być ogromnie trudny do pokonania problem również na innych planetach.

W rzeczywistości w historii Europy Zachodniej nawet zmiana tylko poszczególnych wybranych momentów mogłaby na tyle odmienić bieg dziejów, że nie doprowadziłyby one do wynalezienia metodologii naukowej, a nawet jeśli, to nie zainicjowałoby to łańcucha zdarzeń prowadzącego do boomu technologicznego na taką skalę. Można by się zastanowić, czy w ogóle coś takiego by się stało, gdyby np. nie pojawiła się postać Marcina Lutra, gdyż wydarzenie to miało niebagatelne znaczenie dla przyszłego prowadzenia nauki w Europie, albo gdyby nigdy nie urodził się taki geniusz jak Isaac Newton, który wprowadził największą w dziejach rewolucję w fizyce, a który do tego urodził się w odpowiednim kraju i kulturze, aby swój potencjał móc w takim kierunku wykorzystać. Oczywiście pewne rzeczy mogłyby się wydarzyć ponownie później, ale to znów mogło by się odbyć przy już innych zmiennych historycznych, które nie musiałyby dać tak pomyślnych konsekwencji.

Na koniec tej części zauważmy jeszcze jedną rzecz. Patrząc na sytuację w globalnym wymiarze, nawet współcześnie stosunkowo wiele rozwiniętych krajów nie poszło takim rozwojem jak Zachód, mimo że teoretycznie jest to nie tylko możliwe, ale nawet wydawałoby się, że powinno być naturalną konsekwencją globalizacji. Weźmy za przykład takie kraje jak arabskie, afrykańskie, Ameryki Pd., czy wymieniając przykładowo poszczególne państwa, jak Filipiny, Haiti, Meksyk, Bułgaria, Kazachstan i wiele, wiele innych, w zasadzie większość na tej planecie. Wszystko, co te kraje osiągnęły z zakresu wysoko rozwiniętej technologii, jest zaczerpnięte od Zachodu lub powtórzone po nim, same nie wykazując aktywności twórczej na tym polu takiej, aby uznać je za kraje wysoko rozwinięte w zakresie technologii, a już na pewno nie za takie, które miałyby być inicjatorami nowych odkryć, czy które zrobiłyby same bez Zachodu to, co zrobił Zachód. Drogą Zachodu poszła tylko niewielka ilość państw, takich jak Japonia, Australia, Korea Pd., Indonezja, czy (dopiero współcześnie) Chiny.

Można postawić filozoficzny problem, czy gdyby Zachód i jego XIX- i XX-wieczny wpływ na wymienione kraje zniknął z kart historii, to czy za jakiś czas te wszystkie „niżej” rozwinięte kraje wytworzyłyby rozwój technologii na wzór poziomu zachodniego? Jest to bardzo problematyczne zagadnienie i odpowiedź nie jest możliwa do udzielenia, ale warto się nad tym problemem zastanowić uważniej. Nawet już mając na Ziemi taki stopień cywilizacji, większość krajów i tak nie uzyskała autonomicznej zdolności do tworzenia takiej cywilizacji. Dzieje się tak z bardzo wielu powodów. Muszą istnieć do tego odpowiednie warunki historyczne (brak wojen, stabilizacja gospodarcza itd.; pamiętajmy też, że wpływ Zachodu jest także negatywny dla wielu krajów), ale przede wszystkim musi zostać wypracowany odpowiedni system w odpowiedniej kulturze (oczywiście coś takiego jak system również wynika z kultury). Dla przykładu Polska przeżywa wciąż wiele trudności z wypracowaniem odpowiedniego systemu na różnych płaszczyznach swojej państwowości nie dlatego, że obiektywnie nie da się ich rozwiązać i zrobić lepiej, tylko ze względu na to, jaka panuje u nas kultura polityczna. Widzimy tutaj, jak kultura, mimo wszystko, mimo tego jak wysoko rozwinięty technologicznie zastajemy świat, nadal determinuje dalsze możliwości cywilizacyjne państw świata. I pokazuje to, że nawet w obecnej dobie tak wysoko rozwinięta cywilizacja nie jest domeną Homo sapiens jako takiego, tylko wpływu systemu Zachodu oraz powielenia tego modelu przez niektóre inne rejony. Można zasadnie się zastanawiać, czy gdyby w historii świata nie zaistniały kraje Europy Zachodniej (oraz dodane do nich USA jako przedłużenie tej samej linii), to historia wypracowałaby drugi system kulturowy, który zespoliłby tyle zmiennych, aby stworzyć to, co stworzył Zachód. Jest to kolejna dana wskazująca na to, że tworzenie cywilizacji o takim stopniu rozwoju nie jest zachowaniem charakterystycznym dla naszego gatunku.

Czytaj dalej: Część V

Tutaj Część I

Literaturę znajdziesz na końcu Części V

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s