Homo sapiens to za mało. Od człowieka do cywilizacji (Część III)

Czasem przegrywają ścisłowcy

Na wstępie do artykułu podałem informację, że analiza ilości potencjalnych cywilizacji technologicznych w kosmosie wymaga kompetencji szerszych niż te, którymi dysponują astrobiologowie, a stąd szacunki te zawyżają uzyskiwane wartości. Podam teraz przykład, który unaoczni problem, o który mi chodzi.

Jakiś czas temu na jednej z grup dotyczących nauki padło pytanie o to, jak oznaczyć pojemniki z radioaktywnymi odpadami tak, aby zawsze w przyszłości, nawet takiej, jeśli przyszła cywilizacja nie będzie wiedzieć o naszym istnieniu, było wiadomo, że mają oni do czynienia z czymś szkodliwym, czego dla ich dobra nie wolno otwierać. Pytanie dotyczyło więc uniwersalizmu symboliki niebezpieczeństwa.

W dyskusji pod postem dało się zauważyć coś bardzo charakterystycznego. Tylko ludzie z tak zwanym humanistycznym wykształceniem odpowiadali na pytanie poprawnie, a praktycznie wszyscy z wykształceniem ścisłym odpowiadali błędnie. Ludzie wykształceni w fizyce, astronomii lub biologii odpowiadali jak jeden: „Trzeba dać symbol czaszki, to jest uniwersalny kod”, albo „narysować coś ostrymi ostrzegawczymi barwami, bo to działa na zmysły”.

Odpowiedzi te wykazywały brak wiedzy na temat kulturowego warunkowania umysłowości człowieka. Z pozoru wydawałoby się to oczywiste, że wszelkie symbole są kulturowe, bo są to przecież rysowane koncepcje. Dodatkowo równie oczywiste powinno być to, że symbole charakteryzują się także niejednoznacznością oraz odmiennością reakcji, co oznacza, że dla różnych kultur mogą mieć przeciwstawne znaczenia, albo wywoływać przeciwstawne na nie reakcje. Dla nas, wychowanych w jednoznacznym odbiorze wizerunku czaszki, symbol taki jest jasny. Przez to wydaje nam się, że jest on oczywisty dla wszystkich w takiej właśnie interpretacji, jakiej my dokonujemy. Jednak dla kultury, w której symbol czaszki oznacza np. pokonanie wroga albo pozyskiwanie jego duszy, symbol taki będzie oznaczał dominację nad zawartością takiego pojemnika lub wyzwanie, więc tym prędzej go otworzy, aby pozyskać jego zawartość i nad nią zapanować. Dla kogoś, kto czaszkę rozumie jako szacunek dla umarłych, może być to oznaką, że pojemnik taki należy zabrać do siebie i postawić w czcigodnym miejscu, albo by otworzyć go w miejscu rozumianym jako sacrum. Również nie ma sensu odwoływanie się do uniwersalnych lęków, jak z wizerunkiem węża czy pająka. Wielu ludziom wydaje się, że symbole związane ze strachem są jednoznaczne, bo nas straszą. Tylko że np. wąż jest też symbolem aptek, czyli czegoś, co leczy. Może być też symbolem płodności. Znaczenie zawsze zawarte jest w kontekście kulturowym, bez tego symbol nie jest symbolem. I znów pokazywanie strachu może być rozumiane jako odstraszanie, albo jako zachęcanie, może bowiem się wiązać w danej kulturze z prowokacją lub wyzwaniem. To zatem, co my uważamy za symbole jednoznaczne, dla innych kultur może oznaczać coś zupełnie odwrotnego. Nie biologia determinuje nasz odbiór symboliki, tylko kultura.

Zamieszczanie symboli odpowiadających naszym biologicznym warunkowaniom, takich jak uniwersalizm strachu czy śmierci, to jeszcze gorsze rozwiązanie od zamieszczenia takich, które nie oddziałując na nasze instynkty. Takie bowiem symbole mają najsilniejsze oddziaływanie na emocje, więc tym bardziej będą skłaniać do jakiegoś typu aktów. Owszem, jest to pewien uniwersalizm, że na taki komunikat człowiek zareaguje silniej, ale to właśnie gorzej, bo kultura odmiennie usposabia do zachowania wobec tego. Ostrzeżenie i wyzwanie są w naszej psychice umieszczone bardzo blisko siebie, jednak wywołują one przeciwstawne reakcje. Ostrzeżenie odstraszy, natomiast wyzwanie zachęci.

Jest zatem tylko jedna poprawna odpowiedź na pytanie z tamtego postu – nie ma uniwersalnych symboli. Po prostu nie jesteśmy w stanie ostrzec innej kultury, takiej, która nie ma wiedzy o naszej, przed niebezpieczeństwem. I tym bardziej nie należy używać symbolik odwołujących się do naszych biologicznych instynktów, bo z reguły wywoła to właśnie jakąś reakcję, niemal na pewno inną, niż założyliśmy przez nasze własne kulturowe uwarunkowanie.

W efekcie poprawnej odpowiedzi udzielali tylko „humaniści”, a bodaj wszyscy „ścisłowcy” nie tylko udzielali odpowiedzi błędnej, ale zazwyczaj też tej najgorszej, czyli odwołującej się do instynktów. Nietrudno jest też spostrzec, że odpowiedzi „ścisłowców” były właśnie jaskrawym przykładem błędu europocentryzmu. Błędu, który europejska nauka popełniała przez całą swą historię i nadal niejednokrotnie popełnia.

Kulturowo stworzony podział na przeciwstawność lub rozdzielność nauk ścisłych i humanistycznych jest szkodliwym poznawczo błędem naszej kultury. Tworzy on bowiem dwie odrębne domeny wykształceń, gdzie w żadnej nie rozumie się całości takich problematyk, które wymagają myślenia multidyscyplinarnego. To powinna być oczywista rzecz, że nauki ścisłe i humanistyczne dają uzupełniające się rozumienie świata, a nie rozdzielne, więc brak poznania w którejkolwiek z tych stron daje w efekcie brak rozumienia problemów. Podział kulturowy na „niepotrzebność” nauk ścisłych, gdy jest się humanistą, i „niepotrzebność” humanistyki, gdy jest się ścisłowcem, tworzy odrębność kompetencji skutkującą ignorancją, gdy mamy do czynienia z zagadnieniami wymagającymi obu kompetencji.

Ofiarą tego podziału jest astrobiologia w kontekście rozważań nad Równaniem Drake’a. Astrobiologowie praktycznie nigdy nie biorą pod uwagę zagadnień, które wykraczają poza nauki ścisłe, a które są niezbędne do analizy potencjału cywilizacyjnego w kosmosie. Dysponujemy jedynie uproszczoną zmienną „jeśli obcy są jak ludzie” lub „jeśli nie są jak ludzie”. W efekcie tego szacunki, które dają nam kolejne prace, są błędne. Za każdym razem, gdy czytam kolejną pracę dotyczącą nowego szacowania występowania cywilizacji w kosmosie lub w naszej galaktyce, dostrzegam tylko szereg zignorowanych problemów i macham na to ręką, bo mają one przez to charakter kolejnej bajki dla niezorientowanych. Ostatnio modna stała się praca szacująca, że w naszej galaktyce powinno być średnio 36 technologicznych cywilizacji. Podczas gdy trudno jest powiedzieć, aby ten szacunek miał coś wspólnego z dobrze uprawianą nauką (wspominam o tej pracy tutaj).

Gatunek, a metodologia naukowa

Wiemy już, że cywilizacja technologiczna nie powstaje z samego faktu powstania inteligencji, ani nawet z faktu powstania takiego gatunku jak Homo sapiens. Z czego zatem ona wynikła i czy rzeczywiście tylko jedna kultura na Ziemi była na drodze oferującej takie osiągnięcia? Czy rzeczywiście, gdyby z historii świata usunąć kulturę europejską, to inne kultury nie przekroczyłyby tego progu gdzieś w przyszłości? Wszakże pośród tych tysięcy kultur, które nie zmierzały w tym kierunku, mieliśmy jednak parę tak rozwiniętych filozoficznie, niezależnie od zachodniej, jak chińska czy hinduska (choć one obie nie należą do kultur całkowicie niezależnych od siebie wzajemnie).

Oczywiście jednoznaczna odpowiedź na postawiony problem nie istnieje, ale analizując składowe, jakie stały się warunkami koniecznymi powstania cywilizacji w tej historii, jaką znamy, zasadne jest twierdzenie, że żadne inne kultury nie były na tej drodze. Wspomniane przykłady kultur o bogatej filozofii i pewnych osiągnięciach naukowych nie miały tego, co pozwoliło Zachodowi przełamać barierę boomu technologicznego o takiej skali. Kultury te, dziś oczywiście uległe znacznej westernizacji, w rzeczywistości prezentują inny, w wielu aspektach przeciwstawny sposób myślenia o świecie niż Zachód. A to jest co innego iść drogą z pewnymi osiągnięciami filozoficznymi i naukowymi, a co innego stworzyć cywilizację bardzo zaawansowanej technologii o charakterze ciągłego wzrostu. Jest to nieporównywalna skala, której osiągnięcie wymaga innego podejścia do świata, i właśnie w tym leży problem.

Do stworzenia cywilizacji technologicznej niezbędna jest wyższa matematyka oraz metodologia naukowa. Jest to najpewniej stała dla wszystkich cywilizacji w kosmosie, a dzieje się tak dlatego, ponieważ świat na każdym poziomie rządzi się zmatematyzowanymi prawami, zaś zaawansowane odkrycia wymagają jej zaawansowanego poziomu wprzęgniętego w skomplikowaną metodę poznawczą. Dla gatunku takiego jak Homo sapiens oraz zapewne dla wielu innych, które uzyskałyby zbliżony poziom inteligencji, tworzenie matematyki nie jest dużym problemem, można powiedzieć, że pojmowanie elementarnej matematyki leży niejako w naturze takich istot. Wyższy poziom tej dziedziny został osiągnięty przez wiele kultur, a rachunek różniczkowy został odkryty niezależnie od siebie w Europie i w Indiach. Homo sapiens miał więc psychiczną tendencję do powiększania swojej wiedzy matematycznej i wykorzystywania jej w różnych problemach i w tworzeniu techniki.

Stworzenie jednak systemu, który prowadziłby do wielkich osiągnięć technologicznych, jest czymś zupełnie innym. Wymaga opracowania metodologii naukowej, której powstaniu się przyjrzymy, oraz do tego wielu innych cech kulturowych związanych z odpowiednią filozofią, wypracowanym systemem instytucjonalnym, a także charakterystycznych potrzeb, które wcale nie są wpisane w obręb naszego gatunku, tylko są wytworzone przez specyficzną kulturę. Inaczej mówiąc – nie dość, że trzeba opracować metodologię naukową, to samo jej opracowanie nie wystarcza, aby doprowadziła ona do powstania takiego typu cywilizacji. Musi ona dodatkowo zostać umieszczona w odpowiednim systemie kulturowo-politycznym.

Zacznijmy najpierw od samej metodologii naukowej, ponieważ jest to osiągnięcie cywilizacyjne, które jest trudniejsze do opracowania, niż to z pozoru wygląda.

Każda nauka musi zacząć od filozofii. Tworzenie nauki jest bowiem skomplikowanym systemem myślowym (czyli również filozofią), który ze względu na swoje systemowe zaawansowanie może być odkryty dopiero na wyższym etapie rozważań. Filozofia natomiast jest pryzmatem, przez który patrzy się na świat i nigdy nie powstaje jako tylko naukowe spojrzenie, lecz jest całościowym determinanatem myślenia na różnych polach. Oglądanie rzeczywistości według wyznaczonego przez nią klucza może ułatwić lub zastopować naukę. Jednak ze względu na biologiczne i psychologiczne właściwości inteligentnych gatunków oraz na poziom zaawansowania myślowego, jakiego wymaga metodologia naukowa, filozofia ma raczej skłonność odciągać od poznawania świata w jego czysto naukowym wymiarze, niż do niego prowadzić. Pozwala go poznawać tylko w pewnym zakresie, ale nie na zbyt zaawansowanym poziomie. Zaraz dokładniej wyjaśnię, o co chodzi.

Dzieje się tak z wielu powodów. Między innymi (i jest to bodaj najpoważniejszy problem do pokonania) dlatego, że uznawanie świata takim, jaki on rzeczywiście jest, jest niejako wbrew ludzkiej naturze.

Wydawać by się to mogło nieco paradoksalne, że ewolucja tak naprawdę wyposaża gatunki bardziej w kierowanie uwagi na nieprawdę, niż na prawdę. Organizmy zostają bowiem wyposażone w warunki poznawcze takie, aby skutecznie percypować bezpośrednie otoczenie pod kątem ich biologicznych potrzeb i zagrożeń. Organizm musi więc poznawać rzeczywistość, ale tylko w jej najbardziej powierzchownym wymiarze. Cała reszta skutków poznawczych ewolucji nie idzie już w tym kierunku. Im inteligentniejszy staje się gatunek, im bardziej zdolny do myślenia, wówczas wykracza on umysłowo poza swoje bezpośrednie otoczenie, ale robi to przez pryzmat narzuconej mu przez biologię psychologii i to poprzez nią odczytuje obserwowane fakty.

Paradoksem świata inteligentnego jest to, że zwiększając możliwości poznawcze gatunku zwiększają się też jego potrzeby psychiczne odnośnie do poznawania świata, między innymi poprzez cechę ciekawości, ale potrzeby te nie idą w parze z tym, co zastaje on bezpośrednio w świecie. Zwiększenie możliwości umysłowych czyni umysł raczej narratywnym, co sprawia, że człowiek jest znacznie bardziej gatunkiem konstruującym (konceptualizującym) rzeczywistość, niż ją badającym i poznającym, a potrzeba ciekawości zestawiona z niesprzyjającymi poznaniu cechami psychicznymi czyni rzeczywisty świat nieatrakcyjnym i niezadowalającym. Stąd mamy umysły uwarunkowane na takie działalności, jak tworzenie światów metafizycznych, w tym mitów i religii, wiary w teorie nienaukowe, tworzenie wszelkiego rodzaju kreatywnych fikcji, jak opowieści czy filmy, jak zjawisko plotki, które jest ogromną częścią społecznego funkcjonowania człowieka, czy zwyczajne upiększanie historii, kiedy opowiadamy komuś jakieś prawdziwe wydarzenia. Z tych samych powodów dla większości przedstawicieli naszego gatunku prawda sama w sobie jest nieciekawa, pałamy niechęcią do nauki, która jest przez to nie tylko nudna, ale najczęściej po przeciwległej stronie tego, jaki świat chcemy widzieć, ignorujemy fakty nieodpowiadające naszym psychicznym warunkom lub naszym poglądom, mamy większą umiejętność do negowania tych wniosków, które nas nie zadowalają, niż do ich uznawania.

Oznacza to, że cecha ciekawości stała się rozdzielna od ewolucyjnej konieczności poznawania świata, wytworzonej przez konieczność znania otoczenia, i nie stała się zależna od skutków poznawczych. Nie następuje sprzężenie zwrotne między rozwojem cechy ciekawości, a tym, co człowiek odkrywa, czyli inaczej mówiąc – ciekawości nie zaspokaja poznawanie faktów. Zazwyczaj jest wręcz odwrotnie. Człowieka nie tyle interesuje świat taki, jaki on jest, lecz chce w nim widzieć to, co uważa, że powinno w nim być. Źle znosi, gdy rzeczywistość okazuje się sprzeczna z naszymi potrzebami lub warunkami psychicznymi. Więc ciekawość zaczyna tworzyć potrzeby oderwane od tego, co poznawczo daje nam świat, ciekawość stała się samoistna. Nasza inteligencja połączona z potrzebami psychicznymi sprawiła, że ciekawość zaczęła więc wymagać pewnego typu „przebodźcowania”, czyli czegoś ciekawszego od rzeczywistości.

My więc konstruujemy rzeczywistość za sprawą narratywnych umysłów, i stąd też mamy właśnie tendencję do budowania filozofii. Filozofia zaś zarówno tworzy kulturę, jak i jej podlega, ze względu na to, że człowiek jest istotą społeczną. Jeśli przyjrzymy się historii tej dyscypliny zobaczymy, że filozofia jest niemal zawsze tworzona jako pragnienie stworzenia własnej lub kulturowo warunkowanej wizji świata, a nie jako to, co dziś rozumiemy jako zadanie nauki, czyli bezwzględne metodyczne badanie, jak jest naprawdę.

Z pozoru wydaje się to osobliwą cechą, aby być gatunkiem poznającym i nie lubić prawdy, w rzeczywistości jednak jest to naturalna konsekwencja tego, że inteligencja jako cecha rodzi się później niż wiele innych cech i przystosowań psychicznych. Przez to, że większa inteligencja jest późnym wynalazkiem ewolucji, jest wprzęgnięta w większy system psychiczny i jemu podległa. I można śmiało założyć, że sytuacja ta jest stałą dla Wszechświata, tj. dla innych istot umysłowych na innych planetach, bo inne inteligencje mogą powstać tylko w podobny sposób (dlatego tak jest, będę pisał w innym artykule). Wysoka inteligencja zawsze jest późną cechą psychiczną, wyrosłą na uprzednich nie-inteligentnych cechach i od nich zależną.

Czytaj dalej: Część IV

Tutaj Część I

Literaturę znajdziesz na końcu Części V

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s