Homo sapiens to za mało. Od człowieka do cywilizacji (Część I)

Wprowadzenie

Tekst ten jest trzecim, końcowym esejem cyklu dotyczącego problemów ewolucji życia ku powstaniu cywilizacji technologicznej. Jest to również drugi z tekstów, który podejmuje problematykę niewystarczalności powstania na planecie wyższej inteligencji, aby narodziła się na niej cywilizacja.

Aby nie powtarzać zbyt wielu kwestii, zachęcam do zapoznania się z poprzednimi esejami: „Ewolucja inteligencji” oraz „Od inteligencji do cywilizacji”.

W tej oraz poprzedniej pracy wykazuję, że narodziny na danej planecie istot o wysokim poziomie inteligencji, w przybliżeniu takim jak u naszego gatunku (w poprzednich pracach określonym jako Int. 3), mimo że jest to wysoce problematyczne lub prawie nieosiągalne stadium ewolucji, stanowią dopiero pewien odsetek trudności, jakie gatunek musi pokonać na swojej drodze, aby móc wytworzyć cywilizację technologiczną. W efekcie tego, w kontrze do postulatów wielu astrobiologów, wyliczeń Równania Drake’a często nacechowanych raczej optymizmem niż wyczerpującą analizą problemów, prawdopodobieństwo narodzin w kosmosie innej cywilizacji niż nasza znacząco maleje, być może nawet do jedyności naszej cywilizacji w kosmosie.

Na początek ważna uwaga. Dla potrzeb moich prac cywilizację technologiczną definiuję jako taką, która osiągnęła co najmniej próg „radiowy”, poprzez swoją aktywność wysyła lub przynajmniej jest technicznie w stanie wysyłać fale radiowe w przestrzeń, i którą w związku z tym potencjalnie da się zarejestrować z kosmosu. Cywilizacja technologiczna to zatem taka cywilizacja, która co najmniej posługuje się elektroniką, w przeciwieństwie do cywilizacji jedynie technicznej, która jest na etapie wcześniejszej „mechanicznej” technologii. W przypadku człowieka w moich pracach nasz gatunek rozumiany jest jako cywilizacja technologiczna w XX i XXI wieku, zaś jako cywilizacja jedynie techniczna przed XIX wiekiem (okres XIX wieku traktując jako czas przejściowy).

Oprócz prób zebrania dotychczasowej wiedzy, wskazuję czasem także na kwestie, które zdają się w ogóle nie być poruszane podczas dyskusji na temat możliwości zaistnienia cywilizacji we Wszechświecie, również w dyskusjach naukowych, a których pominięcie wynika z niedostrzeżenia problemu. Czasami wynika to z faktu, że analiza tych problemów lub w ogóle zdanie sobie sprawy z danej komplikacji wymaga kompetencji w dziedzinach innych niż astronomiczne czy biologiczne, w wyniku czego niektórzy astronomowie nie kierują na nie uwagi lub po prostu nie mają odpowiedniej wiedzy, aby wskazać na dany problem. Kompetencje większości astrobiologów pozwalają przede wszystkim śledzić komplikacje ewolucji od warunków sprzyjających narodzinom życia po wyewoluowanie gatunku inteligentnego, dodając do tego geologię planetarną uzyskujemy też problematykę środowiska i zasobów planety pod kątem potrzeb cywilizacji, ale aby pójść w analizie dalej (czyli czy dany gatunek stworzy cywilizację), potrzebne są analizy jeszcze bardziej multidyscyplinarne, wykraczające poza te nauki.

W pracy „Od inteligencji do cywilizacji”, prócz znanych problemów, poruszyłem też takie, których raczej w astrobiologii nie znajdujemy, ale z pewnością muszące rzutować na dobrze wykonane obliczenia Równania Drake’a (zwłaszcza poruszyłem takie w Części III). Jednak szczególnym takim tekstem będzie niniejszy esej, ponieważ poruszy on tematykę, jaka właściwie w ogóle nie pojawia się w astrobiologii, a bez której trudno mówić o poważnej analizie problemu.

W tej pracy ponownie przesuwa się nasz punkt wyjścia. W „Ewolucji inteligencji” rozważałem problemy rozwoju inteligencji na planecie od narodzin życia (Int. 0) do inteligencji na poziomie człowieka (Int. 3). W „Od inteligencji do cywilizacji” punktem wyjścia był gatunek, który w toku ewolucji już zyskał Int. 3, skąd wskazywałem dalsze, ale nie wszystkie problemy na drodze do wytworzenia przez niego technologicznej cywilizacji (Int. 4). Teraz natomiast punktem wyjścia jest gatunek, który nie tylko ma inteligencję na poziomie ludzkim, ale też jest jak człowiek w istotnych cechach (psychologii, zmysłów, habitatu), na planecie podobnej do Ziemi (odpowiedni klimat, zasoby). Pokażę, że nawet gdy mamy istotę taką jak Homo sapiens na planecie takiej jak Ziemia, droga do stworzenia cywilizacji technologicznej jest nadal bardzo daleka, wciąż może na miarę kolejnego Wielkiego Filtra.

Jaki jest Homo sapiens?

Powyższe pytanie odnosi się do kontekstu astrobiologicznego. Najczęściej bowiem poszukujemy śladów innych cywilizacji w postaci zbliżonej do ludzkiej, na tym w zasadzie jest zbudowana cała idea SETI, a jednym z wariantów szacunku prawdopodobieństwa ich występowania w naszej galaktyce jest oparcie na zmiennej: „Jeśli obcy są gatunkiem podobnym do ludzi”. Jest to w rzeczywistości o wiele bardziej problematyczna zmienna niż się zakłada, ponieważ odpowiedź na pytanie: „Jaki jest człowiek?” jest dużo bardziej skomplikowana, niż to z pozoru wygląda. Wynika to z pewnej specyfiki historii ludzkości, która daje większości ludziom w naszej kulturze fałszywe przeświadczenia na temat ogółu naszego gatunku. Żeby wyjaśnić dlaczego tak jest, muszę najpierw przybliżyć kilka innych kwestii, a na postawione pytanie będę odpowiadał stopniowo. Wnioski mogą być dla niektórych zaskakujące.

Pierwotnie chciałem dać w tytule tej pracy wyrażenie: „Gdy astrobiologia spotyka antropologię kulturową”, ponieważ zagadnienie rozwoju obcych inteligencji wykracza daleko poza wiedzę astronomiczną i jest ściśle związane również z psychologią oraz właśnie z nauką zwaną antropologią kulturową, która to dziedzina jest z reguły daleka od kompetencji astronomów. Antropologia kulturowa, najprościej mówiąc, bada prawa rządzące kulturą, organizacje ludzkich kultur oraz ich zmienność w czasie. Należy ona do nauk antropologicznych, więc tym samym odpowiada na pytanie o to, jaki jest człowiek, jednak w przeciwieństwie do innych dyscyplin naukowych, które są ugruntowane na etnocentryzmie kultury zachodnioeuropejskiej (czyli na europocentryzmie), robi to z perspektywy znacznego relatywizmu kulturowego.

„Etnocentryzm” jest bardzo ważnym pojęciem dla tej pracy, z główną uwagą na europocentryzm. To bowiem antropologia kulturowa jako pierwsza osiągnęła jego przeciwieństwo, czyli relatywizm kulturowy. „Etnocentryzm” to postawa, którą w większym lub mniejszym stopniu przejawiamy wszyscy. Wszyscy ludzie są bowiem jednostkami ukształtowanymi przez daną kulturę, co warunkuje nasze możliwości poznawcze. Jest to postrzeganie własnej kultury jako np. ważniejszej, bardziej wartościowej lub tej, która prezentuje właściwe postawy, wartości i moralność, ponieważ inne kultury są: zbyt dla nas odmienne i niezrozumiałe, postrzegane jako bardziej prymitywne albo pozornie proste, nie mają siły politycznej takiej jak my, nie dysponujemy wobec nich rzeczywistym poznaniem i stąd operujemy na stereotypach w ich ocenie itd. Etnocentryzm nie widzi też specyfiki i „dziwności” własnej kultury, dostrzegając takie cechy raczej u innych kultur. Przejawem etnocentryzmu jest np. zdziwienie innymi obyczajami, wartościami i przez ich odmienność postrzeganie ich jako nienaturalnych, czy jako bzdurne. Naturalne oraz racjonalne wydaje nam się to, co reprezentujemy my sami, ponieważ podstawy naszego myślenia są ukształtowane przez naszą kulturę. Jako że wpływ kultury na jednostkę jest przed-umysłowy (tj. od czasu narodzin), jesteśmy niejako zdeterminowani do postrzegania świata w taki sposób, w jaki narzuciła nam kultura. A tym samym automatycznie wydaje nam się, że nasze postrzeganie świata jest jedyną racjonalnością, ponieważ inaczej myśleć nie umiemy.

Najsilniejszym z kolei przejawem etnocentryzmu jest nie postrzeganie przedstawicieli innych kultur jako prawdziwych ludzi, albo postrzeganie ich jako ludzi niższej kategorii, „dzikich”, „barbarzyńców”, „niecywilizowanych”. Zastanów się, ile razy sam myślałeś o plemiennych kulturach jako o „dzikich”. Takie myślenie jest oczywiście niepoważne w kontekście wiedzy antropologicznej. My sami bowiem nie jesteśmy ani trochę mniej „dzicy” od innych, co okazaliśmy przez całą tragiczną historię naszej politycznej dominacji na świecie, morderczych podbojów, oraz za każdym razem, gdy jest wielka wyprzedaż w nowo otwartym markecie, paląc maszty 5G, wywożąc ciężarówką śmieci do lasu, zadręczając zwierzęta w różnego typu przemysłach, odprawiając nasze własne zabobony, czy hucznie bawiąc się na imprezach. Po prostu wybiórczo postrzegamy „dzikość”, eliminując z tego pojęcia takie same lub analogiczne zachowania, kiedy to my je wykonujemy.

Kultura, wbrew temu, co sądzi wielu ludzi, determinuje nie tylko obyczaje czy powierzchowne postawy umysłowe, ale także wiele aspektów fizycznego funkcjonowania oraz zmysłowego postrzegania rzeczywistości. Np. niektóre ludy, które żyjąc w dżungli nigdy nie widzą otwartej przestrzeni, nie rozumieją przez to perspektywy i gdy pokaże im się odległe bawoły, twierdzą, że są to mrówki. Wiele ludów nie rozumie też perspektywy rysunku i nie rozpoznaje na nim odwzorowania rzeczywistości, czy nie może pojąć zasad interpretacji mapy terenu. Sposoby posługiwania się ciałem, rozwój zmysłów i emocji oraz rozwój przez pryzmat tej odmienności mózgu, nadaje zatem nie tylko różnicę obyczajów i sposobu myślenia, ale często też odmienny sposób percypowania rzeczywistości, w tym tak fundamentalnych kwestii jak czasu, przestrzeni, kolorów, czy związków przyczynowo-skutkowych. W efekcie tego inne kultury wytwarzają w nas nie tylko szok kulturowy, ale te daleko odmienne są dla nas bardzo trudne do pojęcia, nie dając możliwości wzajemnego zrozumienia się.

Bardzo często trafiam na opinie ludzi, którzy nie interesują się bardziej egzotycznymi dla nas kulturami, że inne kultury owszem, są w jakimś stopniu inne, ale też „nie przesadzajmy”, bo podstawy psychologiczne funkcjonowania człowieka są wszędzie mniej więcej takie same. To jest nieprawdą. Podstawy psychologiczne są kulturowe. Oczywiście istnieją w nas cechy umysłowe warunkowane biologicznie, jednak ze względu na plastyczność mózgu człowieka kultury realizują je na tak odmienne sposoby i kształtują je na tak wczesnym etapie życia człowieka, że poza najbardziej elementarnymi podstawami nie istnieje wspólność psychologiczna naszego gatunku w kwestii odczuwania, działania i myślenia. Oznacza to, że ludzie w innych kulturach są dla nas czasem niemal jak inny gatunek.

Antropologia kulturowa bada jednak nie tylko inne kultury, ale też naszą własną. Przykładem a-racjonalnego warunkowania myślenia w naszej kulturze, prócz choćby oczywistego wskazania na a-logiczne dogmaty religijne (religia ze swej natury jest poza-logiczna i w sposób absolutny warunkowana kulturowo), są np. takie kwestie naukowe jak grawitacja rozumiana w newtonowski sposób albo pojęcie prądu ujemnego. W tym pierwszym przypadku oddziaływanie na odległość przez próżnię jest tak naprawdę fizycznym nonsensem. Dzisiaj tego nie widzimy, bo jesteśmy od dziecka uczeni myśleć w kategoriach newtonowskiej grawitacji, ale za czasów Newtona w gronie naukowców problem ten stworzył poważny spór. Twierdzenie Newtona bowiem było analogiczne do postulatu, że można machać dookoła siebie piłką na sznurku, ale nie mając sznurka. Oddziaływanie na odległość poprzez próżnię, czyli bez pośrednictwa jakiegoś fizycznego medium, jest wszakże przejawem myślenia a-fizycznego. Analogicznie ma się rzecz z pojęciem „prądu ujemnego”, który postuluje ujemność siły, co w rzeczywistości w naturze nie występuje. To jest tak, jakby można było kogoś ujemnie uderzyć pięścią w twarz. Jest to po prostu nasz potoczny i „nieracjonalny” sposób myślenia, wynikły z tego jakich używamy terminów. Nasze myślenie warunkuje też bowiem język, jakim się posługujemy, poprzez niego bowiem myślimy w pewnych narzuconych kategoriach.

Inaczej mówiąc – we własnej kulturze z reguły nie widzi się własnych nonsensów myślowych, widząc takie tylko w obcej. Dlatego wydaje nam się, że to właśnie my myślimy racjonalnie, a inne kultury nie. Ale Aborygen by powiedział, że nasze pojmowanie grawitacji jest nonsensowne, i miałby rację. Racjonalność bowiem również jest względna – jest ona racjonalnością w ramach obranego systemu pojęć i myślenia. Poza tym systemem wiele wniosków i poglądów nie mają sensu.

Aby nie rozpisywać się więcej na temat tej odmiany etnocentryzmu, jakim jest europocentryzm, odnoszę do hasła na Wikipedii. Poznanie jego jest ważne w kontekście dalszych problemów. Natomiast więcej o kulturowych i językowych warunkowaniach myślenia znajdziesz w literaturze na końcu artykułu.

Czytaj dalej: Część II

Literaturę znajdziesz na końcu Części V

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s