Ewolucja inteligencji. Czy rozwój inteligencji na planecie jest Wielkim Filtrem? (Część IV)

Wyższy rozwój inteligencji i człowiek

Przejście od Int. 1 do Int. 2 mogłoby się z pozoru wydawać krokiem najbardziej problematycznym. Jest to bowiem przeskok z inteligencji typu A do inteligencji typu B, czyli do tego, co potocznie nazywamy rzeczywistą inteligencją, tą związaną z myśleniem i uzyskaniem pewnego poziomu świadomości. Taki przeskok może się wydawać duży, bo jest on od „programu” mózgowego na wzór owada do myślącego zwierzęcia. Ale paradoksalnie właśnie tutaj odpowiedź o Wielki Filtr nie przynosi nam problemów. Jeśli bowiem pojawia się na planecie Int. 1, to pojawienie się Int. 2 nie jest wówczas Wielkim Filtrem.

Nie znaczy to, że powstaje łatwo. Być może wymaga specyficznej selekcji środowiskowej, ale jednak na Ziemi rozwój taki miał miejsce co najmniej dwa razy niezależnie od siebie. Linia ewolucyjna mięczaków rozdzieliła się od linii strunowców co najmniej w kambrze, czyli praktycznie na początku wielkiej eksplozji złożonych form życia, i nigdy już nie miała z nią zależności ewolucyjnej. Biologia ziemska oddzielnie zatem wypracowała wysoki poziom inteligencji dla kręgowców (czyli podtypu strunowców), do których należą niemal wszystkie znane nam inteligentne zwierzęta (gromady gadów, ptaków, ssaków, płazów), oraz oddzielnie dla głowonogów (ośmiornice, kałamarnice), czyli podtypu mięczaków. Nie możemy dużo powiedzieć o poziomie inteligencji ośmiornic, a zwłaszcza kałamarnic, mamy na ten temat niewystarczająco dużo badań. Wiemy jednak, że ośmiornice z wielu powodów są niezwykłe. Ich układ nerwowy jest zupełnie inny, bo od pradawnych czasów rozwijał się jako odrębna historia ewolucyjna. Mimo posiadania dużego mózgu ośmiornice posiadają też zdecentralizowanie układu na pomniejsze zwoje nerwowe występujące w mackach, przez co każda macka jest do pewnego stopnia niezależnym myślącym organem. Ośmiornice mają więc główny mózg, ale jako że macek mają sześć, sumarycznie dwie trzecie neuronów znajduje się poza głównym mózgiem, który o wielu danych sensorycznych w ogóle nie jest powiadamiany. Macki podejmują decyzje, np. podczas polowania, samodzielnie. Inteligencja ośmiornic jest zdecydowanie wysoka, mają największą ilość neuronów wśród bezkręgowców, jednak pod tym względem nie dorównują wielu kręgowcom, ich ilość jest podobna jak u psów. Trudno powiedzieć jak dokładnie przekłada się to na poziom inteligencji, choć raczej jest on najwyżej taki jak u psów, acz prawdopodobnie nieco niższy.

Jest w tym jednak coś ważniejszego. Rozwój mózgu u ośmiornic pokazuje, że nawet tak niezależne rozwinięcie tego organu prowadzi do podobnych jak u kręgowców rezultatów, tj. takich, które patrząc z perspektywy Wszechświata są niezwykłym fenomenem. Neuronalne ulepszenie mózgu najwyraźniej bowiem zawsze prowadzi do zjawiska psychiki i fenomenu świadomości, którą z kolei charakteryzują podobne cechy umysłowe – ciekawość, rozwiązywanie problemów, wyodrębnienie się poczucia własnego „ja” (subiektywizmu), a nawet zjawiska śnienia, jak również nawiązywania relacji społecznych (ośmiornice prowadzą samotniczy tryb życia, ale niedawno okazało się, że w pewnych okolicznościach przyrodniczych mogą stworzyć kolonię i nawiązać relacje społeczne).

Co to oznacza? Najprościej mówiąc – jest to zanegowanie odwiecznego paradygmatu filozoficznego występującego w kulturze Zachodu o rozdzielności umysłu od mózgu (od ciała/fizyki). Nie ma dualizmu, jest monizm. Wszechświat rządzi się takim specyficznym prawem, że z czysto fizycznej rzeczywiści skomplikowanie procesów elektrochemicznych w scentralizowanym układzie neuronów prowadzi do stworzenia zjawisk psychicznych, włącznie z fenomenem świadomości i zdolności do zastanawiania się nad rzeczywistością. Z fizyki i chemii powstaje świadomość. To jest coś niezwykłego, co osobę wrażliwą filozoficznie czy w jakimkolwiek znaczeniu uduchowioną musi zdumiewać. Przypadek ośmiornic i kałamarnic, jako linii ewolucyjnej niezależnej od nas od pradawnych czasów, pokazuje ponad wszelką filozoficzną wątpliwość, jak powstaje w świecie umysł – rodzi się on, gdy układ nerwowy wytworzy odpowiednio dużą ilość neuronów i nastąpi ich złożona centralizacja. Tu jest nasz „duch”. Rodzi się z prądu i chemii. Nasz, ale też duch ewoluujących oddzielnie od 550 milionów lat mięczaków. „Duch” powstał więc w historii Ziemi dwa razy niezależnie i jest zawsze uwiązany do neuronów, nie konstytuuje metafizyki.

Oczywiście pamiętając wcześniej zarysowaną problematykę należy mieć na uwadze, że niezależność tego rozwoju u głowonogów może być iluzoryczna, jeśli zwierzęta należące do dwubocznie symetrycznych (Bilateria) miały wcześniej zakodowaną w genach możliwość rozwinięcia mózgu. Problematyka ta została omówiona w poprzedniej części. W takim wypadku również dwukrotny rozwój na Ziemi Int. 2 byłby tylko częściowo niezależny, co zmieniałoby znacząco kwestię jej zaistnienia na innych planetach. Jest to jednak uwaga mająca mniejszą moc niż fakt, że głowonogi wypracowały to osiągnięcie ewolucyjne jako odrębna linia rozwojowa. Nie ulega też wątpliwości, że dwukrotnie został wypracowany umysł. Oznacza to, że jeśli gdzieś indziej w kosmosie zaistnieje układ nerwowy, a ten scentralizuje się w postaci mózgu, który dokona większego rozwinięcia niż tylko Int. 1, to pojawią się z tego analogiczne konsekwencje – świadomy umysł o podobnych cechach psychicznych. Oznacza to, że przejście z Int. 1 do Int. 2 ma nieduże szanse na bycie filtrem.

Należy jednak jeszcze dodać, że tak czy inaczej wyżej rozwinięta inteligencja ewoluuje rzadko w porównaniu do ilości występujących gatunków. Na Ziemi rozwinęła się prawdopodobnie dlatego, że biosfera planety jest ogromnie rozbudowana, dawała więc wielką paletę możliwości. Jednak wyższą inteligencję zwierząt obserwujemy u tak małej ilości gatunków, że możemy je bez trudu wymienić z pamięci, podczas gdy niemal cała reszta prezentuje Int. 2 w umiarkowanej lub niskiej postaci. Choć zatem przejście z Int. 1 do Int. 2 nie wydaje się czymś bardzo trudnym, to jednak wysokie rozwinięcie Int. 2 nawet przy bardzo dużym rozwinięciu liczby gatunków i tak zaawansowanej na planecie ewolucji zdarza się dość rzadko i wymagało ogromnie długiego czasu. Nie kwalifikuje się to na Wielki Filtr, ale na pewno na spory trud, może na Wąski Most.

Spójrzmy na to jeszcze z drugiej strony. Ewolucja może istotnie chcieć premiować inteligencję, kiedy w biologicznym rozwoju planety pojawi się taki organ jak mózg. Lepsze rozwiązywanie problemów przetrwania odbywa się bowiem wówczas poprzez używanie inteligencji. W takim wypadku przejście od Int. 1 do Int. 2 i dalsze udoskonalanie organu mózgu wydaje się ewolucyjnie stosunkowo korzystne. Jednak pamiętajmy też, że im wyższa inteligencja, tym więcej problemów. Planeta, która ma rozwijać taką inteligencję, nie może być zbyt przyjazna i musi co jakiś czas likwidować gatunki, aby zwalniały się nisze ekologiczne pozwalające ewoluować czemuś innemu. Bez zwalniania nisz ewolucja rozwija „przestarzałą linię”, nie dając bodźców rozwojowych. Czemu powstają te bodźce? Bo zasiedlanie nowych nisz staje się zwiększeniem konkurencji, a konkurencyjność przyspiesza rozwój. Najpewniej więc aby mimo istnienia mózgu zaczęła z niego dynamiczniej ewoluować inteligencja, potrzebne są kryzysy ekologiczne i katastrofy. Bez nich inteligencja być może by się trochę rozwijała, ale miałaby naturalne ograniczenia wydolnościowe. Mózg owada nigdy nie stworzy porządnie rozwiniętej inteligencji, bo ma za mało neuronów. Aby to zaszło, musi pojawiać się bodziec ewolucyjny rozwijający daną linię ewolucyjną ku nowym, bardziej złożonym formom, które powiększą rozmiar mózgu. Ale… Trudno też o planetę pozbawioną katastrof. Katastrofy po prostu się dzieją. Jeśli nie zniszczą życia, to wtedy tworzą ewolucję. Do rozwinięcia Int. 2 o jakimś wyższym poziomie, jak u kruków czy małp, na Ziemi potrzeba było oprócz bardzo wielu katastrof także bardzo wiele czasu. Stąd rozwijanie inteligencji w samym tylko obrębie Int. 2 niesie dużo problemów do rozpatrzenia. Niski poziom Int. 2 prawdopodobnie powstaje łatwo i stosunkowo szybko (na pewno był obecny w erze paleozoiku), ale jest mocno dyskusyjne, czy wyższy poziom Int. 2 (poziom małp, kruków, delfinów) zaistniał kiedykolwiek przed kenozoikiem i wymarciem wielkich gadów, najpewniej zaś pojawił się dopiero w późniejszym kenozoiku, czyli w ewolucyjnej perspektywie zupełnie niedawno. Z drugiej strony – wyższy poziom Int. 2 ewoluował na Ziemi w różnych środowiskach – morskich, naziemnych, „powietrznych”.

Przejście zatem z Int. 1 do Int. 2 na innych planetach wydaje się prawdopodobne, ale też istnieje problem z premiowaniem cechy inteligencji do znacznie wyższego poziomu. Aby to nastąpiło, życie musi być bardzo rozbudowane gatunkowo i bardzo odporne na katastrofy.

Kolejnym i ostatnim przejściem, które rozważam w tej pracy, to przekwalifikowanie z Int. 2 na Int. 3, czyli inteligencji o poziomie porównywalnym z ludzkim. Tutaj już niestety wydaje się, że stopień komplikacji jest o wiele większy. Komuś może się wydawać, że jest to przecież tylko ilościowe powiększenie liczby neuronów i stopnia zdolności, więc nic nie stoi na przeszkodzie do takiej ewolucyjnej promocji. Jakby więc np. takie szczury albo ptaki ewoluowały kolejne miliony lat, zapewne też osiągnęłyby taki stopień. Otóż raczej nie.

Wszystkie dane, jakimi możemy w tym temacie dysponować pokazują, że inteligencja na Ziemi najpewniej doszła u zwierząt do pewnego progu rozwojowego. Można tu zrobić analogię do osiągania prędkości światła. Na początku możemy rozpędzać pojazd przez długi czas i bez trudu osiągać ogromne prędkości, ale w pewnym momencie zaczynają zachodzić zbyt duże zjawiska relatywistyczne, które sprawiają, że ilość energii jaką musimy włożyć w dalsze rozpędzanie maszyny nie rośnie już liniowo, lecz zaczyna zwiększać się coraz mocniej dla danego przyrostu prędkości. W końcu aby choć trochę bardziej rozpędzić nasz pojazd musimy włożyć więcej energii, niż wydatkowaliśmy na całe wcześniejsze rozpędzenie. Osiągamy więc próg, którego nie możemy przekroczyć, jeśli używamy wciąż tego samego sposobu rozpędzania pojazdu. W technologii moglibyśmy wysilić się na fantazję i powiedzieć, że użyjemy innych metod fizycznych i skoczymy w „nadświetlną”. Ale przyrodnicza ewolucja na planecie nie przeskoczy w „nadświetlną”, czarodziejsko zyskując wykładniczy postęp. Zawsze jest skazana na używanie tej samej mało wydolnej „technologii” doboru naturalnego i uporczywie trzyma się raz powziętego planu budowy organizmów.

Rozwój umysłu u człowieka nie jest tylko ilościowym zwiększeniem. Człowiek osiągnął jakościową odmianę zdolności myślenia, uzyskaną dzięki powiększeniu mózgu nie mającemu precedensu. Nic, co prezentuje wysoki poziom Int. 2 na Ziemi, nawet nie zbliża się do ilości neuronów i możliwości umysłowych człowieka. Najwyżej rozwinięte umysłowo zwierzęta są w stanie robić, czasem nieznacznie wyprzedzić, tylko to, co u ludzi wykonują dzieci. Taki fenomen inteligencji jest bardzo trudny do osiągnięcia z wielu powodów – energetycznych, selekcji środowiskowej – i w historii planety dokonała tego tylko jedna linia rozwojowa, która w dodatku omal wyginęła. Wydaje się, że ewolucja dotarła tu do pewnego progu. Linia homo przekroczyła go z jakichś powodów, najwyraźniej specyficznych nawet dla tak spektakularnego rozwoju życia jak na Ziemi. Ale jeśli planeta o tak wypełnionym sukcesami rozkwicie życia, milionach gatunków i tak wszechstronnie rozbudowanej Int. 2 zdołała zrobić to tylko raz i ledwo to utrzymać, to szansa na coś takiego na innej planecie, nawet dysponującej Int. 2, raczej nie jest większa.

Prawdopodobnie jedynie homo sapiens sapiens osiągnął Int. 3. Być może Neandertalczyk był również na to kandydatem, jak i Denisowianie, dziś jednak tego już się nie dowiemy, w dodatku byli to najbliższe nam genetycznie gatunki na Ziemi. Mimo że należymy do kladu człowiekowatych, inne gatunki małp nie uzyskały takich możliwości i wydaje się, że ewolucja raczej nie wyposażyłaby ich już w zbliżone możliwości nigdy później. Z jakichś powodów u tak bliskich nam organizmów selekcja naturalna nie premiowała rozwoju inteligencji w sposób większy niż u innych bardzo inteligentnych zwierząt. To zatem, że uzyskał taki rozwój człowiek, jest ewenementem, a nie normalną konsekwencją dążenia ewolucji do doskonalenia cech. Patrząc po historii ewolucji na Ziemi wydaje się, że to, co uzyskały takie zwierzęta jak delfiny, małpy, kruki, ośmiornice itd., to już jest ten bardzo wysoki poziom, który zdawał się pretendować do miana najwyższej półki wydolnościowej, będącej wzorcem sukcesu ewolucyjnego. Ale gatunek człowieka stał się trudno wytłumaczalnym pojedynczym wyskokiem „w nadświetlną”. Można to przyrównać do uprawiania przez człowieka sportów. Mistrzowie świata w podnoszeniu ciężarów przekroczyli w podrzucie niezwykłą granicę 250 kg, a rekord historyczny wynosi obecnie 266 kg. Nagle jednak zjawia się zawodnik, który podnosi 400 kg, jakby łamiąc pewne zasady natury. Tak wygląda sytuacja z inteligencją człowieka jako gatunku na Ziemi.

Żaden umysł nie jest przez naturę tworzony do tego, aby poznawał rzeczywistość dalszą niż swoje bezpośrednie otoczenie. Nigdy w naturze nie jest celem stworzenie umysłu prowadzącego kontemplacje i tworzącego koncepcje. Aby coś takiego powstało, musi się to stać przez przypadek, na uboczu innych środowiskowych przystosowań. Przystosowania są dokonywane czysto losowo skrajnie nieprzemyślaną strategią ewolucyjną, która polega na czymś takim: „Robię cokolwiek, zobaczymy co wyjdzie. Jak coś wyjdzie, to będzie, reszta się pozabija”. Oczywiście również rozwój inteligencji u człowieka nie wynikł z tego, „żeby rozwijała się inteligencja”. To, że u tego gatunku mózg mógł się rozwinąć do takich rozmiarów, wynikło najpierw z innych czynników, tj. przystosowań, które pierwotnie nie miały służyć samej inteligencji, lecz czemuś innemu. Musiała najpierw nastąpić pewna preadaptacja, która jak się później okazało mogła też doprowadzić do bezprecedensowego rozwoju inteligencji. Odmienność wielkościowa mózgu ludzkiego od innych inteligentnych zwierząt wymagała znacząco innych mechanizmów rozwojowych niż u tamtych zwierząt. Musiał wydarzyć się splot okoliczności środowiskowo-gatunkowych odmienny od wszystkiego co poznała natura przez swoje 550 milionów lat, który jak dotąd w tej historii wydarzył się tylko raz. Inaczej mówiąc – żyjąc na tej samej planecie, czyli w poniekąd wspólnym środowisku, jeden gatunek na miliony zyskał jakieś odmienne od wszystkiego bodźce środowiskowe. Współczynnik encefalizacji to narzędzie, które polega na tym, że wskazuje ile razy większy lub mniejszy jest przeciętny mózg osobnika danego gatunku od mózgu, jakiego należy się spodziewać u zwierzęcia o rozmiarach typowych dla tego gatunku. Jest to narzędzie dyskusyjne i ma swoje ograniczenia w zastosowaniu, jednak niezależnie od tego dla człowieka jest on 7,4-7,8 razy większy, niż należałoby oczekiwać u zwierzęcia tych rozmiarów.

Jest wiele teorii usiłujących wytłumaczyć „anormalny” rozrost mózgu i wzrost inteligencji u człowieka. Oczywiście taka inteligencja nie może być tylko skutkiem ubocznym innych przystosowań. Zważywszy na to, że tak ogromny mózg jest ogromnie energochłonny, a pozyskiwanie energii to właśnie dla ewolucji główny problem, więc ewolucja stara się raczej redukować zapotrzebowanie na to dobro, niż je „bezsensownie” zwiększać, inteligencja taka musi stać się dla takiego organizmu warunkiem przetrwania, jeśli ma się tak rozwijać.

Zważywszy, że w przyrodzie niemal zawsze lepszym przystosowaniem są pazury, prędkość, siła itd., nie ma dużej szansy na taką premię. Być może istota rozwijająca tak wysoką inteligencję musi być pewnym ewenementem, mianowicie – być ułomnie przystosowana pod innymi względami. Co z reguły w przyrodzie prowadzi do wyginięcia. Być tą błędną linią ewolucyjną, która ginie, ale która u człowieka szeregiem przypadków „prześlizgnęła” się przez życie i dzięki temu zyskała premiowanie jedynej cechy, która pozwalała jej przetrwać, czyli inteligencji. Na Ziemi istniały setki tysięcy gatunków rozwiniętych na tyle, że teoretycznie mogły zrobić to przejście, ale żaden go nie zrobił, a my jako jedyny taki fenomen… niemal wyginęliśmy. Człowiek prawdopodobnie niejednokrotnie przeszedł przez tzw. „wąskie gardło” genetyczne, a wszystkie inne gatunki homo istotnie wyginęły. Ale być może jeśli dojdzie do „prześliźnięcia się”, potem idzie to na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Słabe przystosowanie innych cech prowadzi do większej inteligencji, podwyższona inteligencja mniej premiuje inne przystosowania, bo je zastępuje, a to wymusza jeszcze większe inwestowanie energii w mózg, zwiększając inteligencję. Nie oznacza to, że gdyby człowiek miał świetne pazury, rozwijał dużą prędkość biegu itd., nie byłby inteligentny. Miałby inteligencję, ale zapewne w takim stopniu, w jakim byłaby mu przydatna, bez absurdalnie jednokierunkowej promocji, miałby pewnie po prostu stosunkowo wysoką Int. 2, jak małpy albo delfiny.

Kolejną sytuacją środowiskową wspomagającą inteligencję jest też utworzenie życia kulturowego. Proto-kultury występują też u innych zwierząt, szczególnie mocno są widoczne u małp. Ale wyższe rozwinięcie kultury idzie w parze z inteligencją, jaką uzyskał tylko człowiek. A ta prowadzi do zwiększania inteligencji na kolejnych obszarach umiejętności. Mamy więc już dwa napędzające się sprzężenia zwrotne.

Jest kolejna rzecz, która może czynić problem jeszcze bardziej skomplikowanym. Kolejne premiowanie inteligencji może odbywać się na zasadzie doboru płciowego. Prawie każdy źle przystosowany gatunek ginie. Skoro u słabego pod innymi względami gatunku przypadek sprawił, że nie zginął, tylko rozwinął inteligencję, to w takim wypadku inteligencja najpewniej stała się również cechą premiowaną przez dobór płciowy jako atrakcyjniejsze partnerstwo do płodzenia potomstwa. W takim wypadku dochodziłby tu silnie filtrujący krok – wytworzenie płciowości lub czegoś analogicznego, tak żeby działała zasada doboru płciowego. Trudno powiedzieć, czy gdzieś na innej planecie pojawia się płciowość, a ta jest warunkiem koniecznym do pojawienia się jednego z silniejszych mechanizmów ewolucji – doboru płciowego.

Co to wszystko oznacza? Możliwości mogą być dwie. Albo jeśli jest inteligencja, to w przypadku płciowości automatycznie wiąże się ona z doborem płciowym, albo przeciwnie – wymóg płciowości jest tu ogromnym ograniczeniem dla rozwoju inteligencji, bo nigdzie indziej na innych planetach nie tworzy się płciowość i w związku z tym w ogóle nie istnieje coś takiego jak na niej oparty dobór.

Możemy więc tu postawić zasadne pytanie – czy tak wielki rozwój inteligencji nie wymaga przypadkiem zainicjowania co najmniej tych trzech zespolonych ze sobą mocno filtrujących czynników: a) premiowania inteligencji przez ogólną słabość dostosowania, a jednocześnie nie zginięcia przy tym, b) wytworzenia kultury o odpowiednio dużym stopniu komplikacji, który jest możliwy tylko dla wyżej rozwiniętej inteligencji, aby jeszcze tę inteligencję wzmacniać c) doboru płciowego opartego przynajmniej częściowo na atrakcyjności inteligencji dla płci przeciwnej (pamiętajmy, że nawet współcześnie nie jest on u ludzi oparty tylko na inteligencji, lecz głównie na szeroko pojętej sile/pozycji społecznej, a ta przychodzi z rożnych powodów).

Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z takimi zależnościami, to możemy z dużą dozą pewności powiedzieć, że wytworzenie Int. 3 jest Wielkim Filtrem, bo składa się z szeregu powiązanych ze sobą wielkich nieprawdopodobieństw, czyniąc wspólnie nieprawdopodobieństwo wyższego rzędu. Jeśli zaś nie jest to aż tak skomplikowane, to niewątpliwie i tak mamy tu do czynienia z czymś niezwykłym.

W kontekście pytania o istnienie innych niż ziemska cywilizacji technologicznych, czyli problematyki Paradoksu Fermiego, należałoby rozpatrzyć jeszcze problem przejścia od Int. 3 do Int. 4, czyli od ludzkiego poziomu inteligencji do tworzenia technologicznej cywilizacji. Poświęcę temu jednak odrębny tekst, z paru powodów. Punkt ten często jest pomijany jako mało istotny, wymaga więc z tej racji dokładniejszego opisania, podczas gdy ja uważam wręcz odwrotnie, że jest on szczególnie istotny i trudny, mogący być Wielkim Filtrem. Być może w docenieniu wagi tego problemu pomaga mi fakt bycia z wykształcenia antropologiem kulturowym, podczas gdy wielu astronomów często uważa, że jak jest inteligencja, to robi ona cywilizację, ewentualnie jeśli porusza się tę problematykę, to tylko w kontekście przystosowań fizycznych i środowiskowych organizmu (np. delfiny nie mają rąk i żyją w wodzie, w której nie da się stworzyć elektryczności, co czyni ograniczenia dla powstania cywilizacji). A to zdecydowanie nie wszystko. Oczywiście nie jestem jedynym, który dostrzegł problem, że praktycznie żadne z tysięcy kultur ludzkich nie stworzyły rozumianej współcześnie technologicznej cywilizacji, jak i prawie żadne w ogóle nie wskazywały na to, że to kiedyś zrobią. Jednak najczęściej temat ten omawia się dość pobieżnie. Na moim blogu będzie więc okazja, aby to zmienić.

Czytaj dalej Część V – podsumowanie i bibliografia.

Tutaj Część I.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s